Lęk przed śmiercią, Irvin Yalom patrząc w słońce
Strona główna » Spis treści » Lęk przed śmiercią. Irvin Yalom, Patrząc w słońce

Lęk przed śmiercią. Irvin Yalom, Patrząc w słońce

Lęk przed śmiercią towarzyszy ludzkości od zarania dziejów, jest biologicznie wbudowany w nasze DNA i pierwotne mechanizmy przetrwania. Obudowaliśmy się niczym szczelnym kokonem, najróżniejszymi strategiami, które pomagają nam znieczulać się i radzić sobie z tym lękiem. Jednak są sytuacje, kiedy lęk przed śmiercią pojawia się, wychodzi na powierzchnię, pozostawiając nas z uczuciem bezradności wobec wyższych sił życia. W tym artykule opiszę kwestie, które zapadły mi w pamięć po przeczytaniu książki „Patrząc w słońce” Irvina D. Yaloma. Jak sobie radzić z przerażeniem śmiercią.

Falowanie

Kluczową koncepcją, którą wynoszę z tej książki i która prawdopodobnie zostanie ze mną na bardzo długo, jest koncepcja „falowania”. Jak falowanie pomaga uśmierzyć lęk przed śmiercią?

W kontekście lęku przed śmiercią Irvin Yalom przekonuje, że prawdą jest, że nasz wpływ na rzeczywistość jest nikły, a koniec naszej egzystencji nieunikniony. To co jednak jest pociechą w tych okolicznościach, to że zostawiamy po sobie efekt „falowania”, który może utrzymywać się przez pokolenia i rozchodzić na innych ludzi. O co chodzi w tym falowaniu? O wpływ, wrażenie, jakie wywieramy na innych, czasem nieświadomie.

Starania, aby zachować osobową tożsamość, zawsze kończą się fiaskiem. Przemijanie jest nieuchronne. Terminy „falowanie” używam, aby zaznaczyć, że zostawiamy po sobie coś z życiowego doświadczenia: cechę, wskazówkę, cnotę, pocieszenie przekazane innym – znajomym i nieznajomym.

Irvin D. Yalom, Patrząc w słońce. Jak sobie radzić z przerażeniem śmiercią

Yalom przekonuje, że każdy z nas pozostawia po sobie „falowanie”, które ma wpływ na życie innych ludzi. Czasem nawet przelotna rozmowa z daną osobą, jej uśmiech, czy niespodziewane doświadczenie troskliwości i ciepłych słów ze strony drugiego człowieka mogą pozostawać z nami przez długie lata i być źródłem wsparcia, podtrzymywania na duchu, które przekazujemy dalej, wzmacniając efekt falowania zainicjowany przez tą osobą, dokładając do niego swój własny.

Efekt tego subtelnego falowania, mimowolnego wpływu jaki mamy na innych ludzi przez niewiele kosztujące nas gesty i dobre uczynki, odnajduję w piosence Georges Brassens. Poniżej tekst utworu w polskiej adaptacji Zespołu Reprezentacyjnego:

Dla ciebie śpiewam piosnkę tę
Obcy człowieku bowiem ty
Jedynie mi współczułeś gdy
Żandarmi złapali mnie

Ty jeden smutny miałeś wzrok
Gdy bliźni nasi wszyscy w krąg
Obywatele godni czci
Klaskali w swe dłonie co sił

To przecież nic spojrzenie twe
Lecz taka dziwna moc w nim jest
Że blask twych oczu jeszcze dziś
Otuchy dodaje mi

Zespół reprezentacyjny, Piosenka dla starego wieśniaka

Ja osobiście rozumiem falowanie bardzo szeroko. Każdy z nas w trakcie swojego życia pozostawia coś po sobie, celowo lub nie, co później ma wpływ na innych ludzi. Jakakolwiek praca wykonana przez nas, a nawet nasza życiowa postawa, realizacja naszego potencjału i zainteresowań, może posłużyć jako inspiracja czy wzór dla innych. Również relacje, które nawiązujemy i pielęgnujemy mogą mieć wpływ na innych ludzi, którego nie jesteśmy w stanie nawet zarejestrować i przewidzieć. To jest spuścizna, którą pozostawiamy po sobie każdego dnia.

Yalom przywołuje inny przykład artystycznej interpretacji efektu falowania w uśmierzaniu lęku przed śmiercią w filmie Piętno śmierci z 1952 roku, wyreżyserowanego przez Akira Kurosawa.

(Po otrzymaniu śmiertelnej diagnozy – mój przypis) Watanabe wraca do pracy odmieniony. Odmawia podporządkowania się biurokratycznemu rytuałowi, łamie wszystkie reguły, a resztę życia poświęca na założenie w sąsiedztwie parku, który będzie cieszyć pokolenia dzieci. W ostatniej scenie, tuż przed śmiercią, Watanabe siedzi na huśtawce w tym parku. Wokół szaleje śnieżyca, ale on jest pogodny i umiera z nowo odnalezionym spokojem ducha.

Zjawisko falowania, świadomość, że stworzył coś, co będzie przekazane innym i poprawi ich życie, zmienia jego przerażenie w głęboką satysfakcję.

Irvin D. Yalom, Patrząc w słońce. Jak sobie radzić z przerażeniem śmiercią

Inną literacką próbą rozprawienia się z lękiem przed śmiercią przez ideę „falowania” jest średniowieczny moralitet „Każdy” .

Każdy jest alegoryczną opowieścią o Każdym, którego odwiedza anioł śmierci i oznajmia mu, że nadszedł czas jego ostatniej podróży. Każdy błaga o ułaskawienie. „Nie ma mowy” – odpowiada anioł śmierci. Następna prośba brzmi: „Czy mogę zaprosić kogoś, kto towarzyszyłby mi w tej rozpaczliwie samotnej podróży?”. Anioł uśmiecha się i natychmiast się zgadza: „O tak, jeśli tylko znajdziesz chętnego”.

Reszta sztuki poświęcona jest wysiłkom Każdego, aby namówić kogoś do wspólnej podróży. Odmawiają mu wszyscy przyjaciele i znajomi. Na przykład kuzynka wymiguje się niedyspozycją z powodu skurczu palca u nogi. Nawet postacie metaforyczne (Dobra Tego Świata, Piękno, Siła, a także Wiedza) odrzucają zaproszenie. Każdy decyduje się podróżować samotnie, wtedy jednak znajduje się dla niego towarzysz. Dobre Uczynki jako jedyne zgadzają się, aby iść z nim nawet na śmierć.

Z tego świata nie możesz zabrać niczego, co dostałeś, a jedynie to co komuś podarowałeś. (…) Świecka interpretacja moralitetu sugeruje, że falowanie – czyli świadomość, że nasze dobre uczynki i pozytywne oddziaływanie na innych przetrwają dłużej niż my – może załagodzić ból i samotność ostatniej podróży.

Irvin D. Yalom, Patrząc w słońce. Jak sobie radzić z przerażeniem śmiercią

Lęk przed śmiercią, a strach przed życiem

Wszystkie podejścia terapeutyczne skupiają się na przywróceniu człowiekowi poczucia sprawczości i kontroli nad swoim życiem, dzięki czemu może wyjść z uczucia bezradności i zacząć kształtować swoje życie po swojemu. Nie bezpodstawnie Yalom zauważa, że lęk przed śmiercią, najbardziej dręczy tych, którzy boją się żyć.

Nie wprowadzisz do swego życia pozytywnych zmian, dopóki czepiasz się myśli, że sprawy, które nie pozwalają Ci dobrze żyć, nie zależą od Ciebie. Dopóki spychasz całą odpowiedzialność na ludzi, którzy Cię źle traktują – prymitywnego męża, wymagającego, ale mało pomocnego szefa – złe geny czy przemożne pragnienia, nie wybrniesz z impasu. Ty i tylko Ty odpowiadasz za najważniejsze aspekty swojej sytuacji życiowej i tylko Ty możesz ją zmienić. (…) Jedno z ulubionych powiedzień Nietzschego to „amor fati” – pokochaj swój los.

Irvin D. Yalom, Patrząc w słońce. Jak sobie radzić z przerażeniem śmiercią

Wyjątkowo do mnie trafiły słowa w jakich Yalom przytacza trzy eseje Shopenhauera, napisane krótko przed jego śmiercią: „O tym, czym się jest”, „O tym co się posiada”, „O tym, co człowiek sobą przedstawia”. Uzmysłowienie sobie jak konsumpcjonizm i uzależnienie od opinii i aprobaty innych osób nabrały na sile od czasów Shopenhauera (XVIII wiek), zaś ludzka natura i głębokie potrzeby i pułapki egzystencjonalne się nie zmieniły, jest dość otrzeźwiające.

1. Co się posiada. Dobra materialne są ułudą. Schopenhauer zgrabnie wywodzi, że gromadzenie dóbr i bogactw nigdy się nie kończy i nie przynosi zaspokojenia. Im więcej mamy, tym więcej byśmy chcieli. Bogactwo jest jak woda morska: im więcej wypijesz, tym większe masz pragnienie. Na koniec to nie my mamy rzeczy – one mają nas.

2. Co człowiek sobą przedstawia. Reputacja jest równie ulotna jak dobra materialne. Schopenhauer pisze: „Mamy na uwadze niemal przede wszystkim cudzą opinię i z dbałością o nią wynika… prawie połowa wszystkich kłopotów i obaw jakich kiedykolwiek doznaliśmy (…)”. Przymus, aby sprawiać dobre wrażenie, jest tak przemożny, że bywali więźniowie, którzy w drogę na egzekucję najbardziej się martwili w co się ubiorą i jakie wykonają gesty. Opinie innych to urojenia, które w każdej chwili mogą się zmienić; wiszą na nitce i czynią z nas niewolników tego, co myślą inni, albo gorzej – co wydają się myśleć – gdyż nie jesteśmy w stanie się dowiedzieć, co myślą naprawdę.

3. Czym się jest. Naprawdę liczy się tylko to, czym jesteśmy. Czyste sumienie jest więcej warte niż dobra reputacja. Naszym naczelnym celem powinny być zdrowie i bogactwo intelektualne, ponieważ wyznaczają one drogę do niewyczerpanej skarbnicy myśli, do niezależności i moralnego życia. Wewnętrzna równowaga bierze się z wiedzy, że zaburzają nas nie rzeczy, a ich interpretacja.

Irvin D. Yalom, Patrząc w słońce. Jak sobie radzić z przerażeniem śmiercią

Na koniec tego, bądź co bądź poważnego tematu, jeśli znacie język angielski możecie obejrzeć, humorystyczną, 2 minutową lekcję radzenia sobie z lękiem i wrażeniami płynącymi z ciała przedstawioną przez sympatycznego, acz ekscentrycznego sklepikarza mr. Ramesh. Mnie osobiście to nagranie szczerze bawi, a jednocześnie zadziwia swoją trafnością.

Mr. Ramesh o lęku przed życiem i drżeniu ciała

O drżeniu ciała przeczytaj też tekst:
Zrzucanie napięcia, otrząsanie się z emocji – co to jest TRE ®?
Kim jest provider TRE ®?

Inne wpisy, które mogą Ci się spodobać:
Lęk przed sukcesem i zbieranie niesprawiedliwości
„Nie potrafię płakać”. Stłumione emocje i wstyd przed łzami
Zniekształcenia poznawcze: Odrzucanie pozytywów.
Narcyzm oczami Aleksandra Lowena
Efekt Papageno – jak uratować komuś życie
Rodzinne posiłki, a objawy depresji u dzieci i młodzieży

W dziele podsumowującym jego pracę i osobiste doświadczenie Yalom pomaga rozpoznać, jak strach przed śmiercią leży u podstaw większości naszych niepokojów. Omawia doświadczenia, które mogą nam to uświadomić. Należą do nich poczucie straty (śmierć ukochanej osoby, rozwód, utrata pracy lub dachu nad głową), marzenia senne, trauma czy starzenie się.

Autor przekonuje, że zmierzenie się z własną śmiertelnością inspiruje nas do zmiany priorytetów. Dzięki temu możemy głębiej komunikować się z tymi, których kochamy, doceniać piękno życia i podejmować ryzyko, wiodące do osobistego spełnienia.

Zamów książkę „Patrząc w słońce. Jak sobie radzić z przerażeniem śmiercią” Irvin Yalom, w księgarni TaniaKsiążka.pl
(zamawiając z tego linku wspierasz rozwój bloga higienamyslenia.pl)

Źródło:
Irvin D. Yalom, Patrząc w słońce. Jak sobie radzić z przerażeniem śmiercią, Czarna Owca 2022
Zdjęcie autorstwa Kent PilcherUnsplash