Strona główna » Spis treści » Przekonanie: Obowiązki domowe to zajęcia gorsze i mniej wartościowe

Przekonanie: Obowiązki domowe to zajęcia gorsze i mniej wartościowe

Wszyscy posiadamy jakiś zestaw przekonań jakie są obowiązki domowe. Część tych przekonań mamy wspólne, większość z nas mniej więcej uważa za „normę” to samo. Część przekonań jest bardziej indywidualna – różnimy się pod względem rodzin z których pochodzimy i kultury obowiązków domowych jaka panowała w naszym domu rodzinnym, jaki temperament i schematy mieli nasi rodzicie i ważne osoby. W tym wpisie podejmę próbę wyłapania i rozłożenia na czynniki pierwsze części przekonań dotyczących podziału obowiązków domowych.

Przekonanie 1: Sprzątanie i opieka nad domem to zajęcia „gorsze” od innych

Zacznijmy od totalnych podstaw. Funkcjonuje w naszej kulturze, niekoniecznie wyrażone wprost, przekonanie, że sprzątanie i obowiązki domowe związane ze sprzątaniem są zajęciem gorszym, upokarzającym. Po czym to przekonanie widać?

  • „Zobacz synku, jak nie będziesz się uczył, będziesz zamiatać liście jak ten Pan”
  • „Zobacz córeczko, jak nie będziesz się uczyła, to będziesz myła toalety jak ta Pani”

Usłyszeliście kiedyś takie stwierdzenia? W ten sposób zostało nam jako dzieciom przekazane podstawowe przekonanie, że sprzątanie jest zajęciem upokarzającym i nie godnym szanującej się istoty ludzkiej.

  • „Kto przegra ten sprząta”, „Za karę wyniesiesz śmieci”

Czy kiedyś zdarzyło Ci się być w sytuacji w której sprzątanie było karą? W dzieciństwie narozrabiałeś i w ramach kary przypadły Ci dodatkowe obowiązki domowe? Umówiliście się, że osoba, która przegra w grę, będzie sprzątała? To kolejny przejaw leżącego pod spodem przekonania, że sprzątanie jest czynnością niegodną, przykrą i karą.

  • Synku bawisz się w DOM? Bawisz się w GOTOWANIE? Bawisz się MIOTŁĄ? Nie żartuj sobie, to jest zabawa dla dziewczyn! Łap za autka albo za narzędzia!

Kolejny przejaw leżącego głęboko przekonania, że sprzątanie, gotowanie i opieka nad domem są zajęciami upokarzającymi, niegodnymi, a co gorsza, należącymi do domeny kobiet i dziewcząt. W to nie przystoi się bawić chłopakom. Chłopaki zajmą się poważnymi sprawami, jazdą szybkimi autkami i ratowaniem świata poprzez naprawianie zepsutych rzeczy.

Myślę, że żyjąc w naszej kulturze dowolną ilość lat każdy z nas w mniejszym lub większym stopniu żywi przekonanie, że sprzątanie i opieka nad domem jest czymś złym, niegodnym i niewygodnym. Kobiety się emancypują i nie chcą być dłużej babami od garów i ściery, mężczyźni nie chcą się tego tykać w obawie, że ich to upokorzy i wykastruje. No to odsuńmy na bok nasze uprzedzenia i zabawmy się w małe wyzwanie poznawcze dla tego jakże głębokiego i problematycznego przekonania.

Czy naprawdę sprzątanie jest zadaniem upokarzającym? A może jednak to nie sprzątnięcie po sobie jest bardziej upokarzające? Co jest bardziej upokarzające, skorzystanie z toalety, pobrudzenie jej i nie posprzątanie po sobie, czy sprzątnięcie brudu po sobie? To samo możemy wyprowadzić na mniej ekstremalne przykłady dotyczące sprzątania po sobie i wokół siebie. Sprzątanie po sobie nie jest czynnością upokarzającą, tylko dojrzałą i właściwą. To po prostu jest część życia. Upokarzające jest bycie osobą w pełni sprawną, nie schorowaną, zdolną do wykonania czynności życiowych wokół swojego ciała i przestrzeni, a mimo tego bycie wyręczanym jak osoba niepełnosprawna. Wszystkie zwierzęta do jakiegoś stopnia utrzymują czystość swojego ciała i swojego gniazda. Sprzątanie po innych – dopiero tutaj możemy uznać, że jest coś w tym upokarzającego, ale wynika to wciąż z okularów przekonań przez które patrzymy na tą czynność.

Gdy mieszkamy wszyscy w jednym domu, wszyscy w nim brudzimy, do jakiegoś stopnia chcąc nie chcąc będziemy po sobie sprzątać nawzajem. Nawet wprowadzając absolutny rygor, że każdy sprząta po sobie gdy nabrudzi (co uważam, że nie jest realne w pełni), pozostają obowiązki cykliczne jak odkurzanie czy mycie podług, rozpakowywanie zmywarki i tak dalej. Żyjąc pod jednym dachem z innymi ludźmi musimy się pogodzić, że brudzimy razem i razem jesteśmy odpowiedzialni za nasz syf ;-).

Przekonanie 2: Opieka nad domem nie przynosi żadnej wartości

Zastanówmy się jeszcze czy naprawdę ogólnie rozumiana opieka nad domem i nad innymi członkami rodziny jest zajęciem gorszej klasy, wstydliwym, upokarzającym i niewygodnym? Czy jest to zajęcie nie wnoszące żadnej wartości do życia społecznego i rodzinnego w przeciwieństwie do błyszczącego, seksownego i dumnego zarabiania pieniędzy? Żyjemy w wyjątkowej obsesji na punkcie pieniędzy i życia zawodowego. Gdy dorośli ludzie rozmawiają definiują się nawzajem przez pryzmat pozycji zawodowej i zajęcia zawodowego. Jakby to było jedyne co definiuje nas jako jednostkę ludzką i świadczy o naszej wartości. Każdy z nas jest wielowymiarowy jako istota ludzka i praca zawodowa to zaledwie jeden z wymiarów, któremu obecnie przypisujemy nieproporcjonalnie dużą wartość.

Gdzie jednak byśmy wracali z tego uświęconego zajęcia jakim jest odpłatna praca zawodowa gdyby nikt nie zajmował się domem, bo to zajęcie zbyt upokarzające, zajmujące czas i energię? Czy dom to są tylko 4 ściany i fotel? Gdzie byśmy byli jako społeczeństwo gdyby nikt nie zajmował się opieką nad starszymi schorowanymi osobami? Gdyby nikt nie zajmował się opieką nad dziećmi? Gdyby nikt nie ugotował w domu obiadu ani nie upiekł ciasta? Czy te zajęcia mają wartość tylko kiedy są pracą zawodową, które osoba wykonuje ponieważ dostaje za to pieniądze? Kiedy są wykonywane nieodpłatnie z powodu miłości, wdzięczności lub umowy społecznej już są godne pożałowania i nie wartościowe? Czy tylko praca zarobkowa jest wartościowa i godna poświęcania jej czasu? Cukiernik, super praca. Pieczenie ciasta dla rodziny? Fuuj, marnowanie czasu! Sprzątanie biur i mieszkań, praca jak każda inna. Sprzątanie własnego mieszkania? Przykry obowiązek. Niania? Super praca! Opieka nad własnymi dziećmi w domu? Marnowanie czasu i uwstecznianie się. I tak dalej….

Nie będzie równości w obowiązkach domowych, póki nie uznamy ich wartości i znaczenia

Myślę, że nie będzie równości i zgody w sprawie podziału obowiązków opieki nad domem i innymi członkami rodziny tak długo, jak długo wychodzimy z przekonania, że jest to upokarzający gorący ziemniak którego nikt nie chce trzymać w rękach. Rozmowy o równym podziale obowiązków domowych zacznijmy od rozmowy z samą sobą, jaką wartość ma wykonywana przez nas praca. Jak dużą wartość wnoszą te obowiązki domowe do życia całej rodziny. Wartość to nie tylko coś przeliczalnego na pieniądze, choć jeśli takimi kategoriami obecnie operujesz, też możesz przeliczyć swoją pracę po prostu na pieniądze. Ktoś musi robić to co teraz robisz. Jeśli przestaniesz to robić, a mąż nie weźmie na siebie ani jednego obowiązku, który odpuścisz, będzie trzeba zatrudnić osobę na Twoje miejsce. Ile jej zapłacicie? Ile warta jest ta sama praca świadczona jako odpłatna praca zawodowa?

Możesz się odważyć i przestać robić to co robisz na godzinę, dwie, 24 godziny lub nawet tydzień. Co się dzieje? Jak funkcjonuje wasza rodzina? Twoja niewidzialna, nieodpłatna praca ma realną wartość. Wprawiasz w ruch tryby tego systemu jakim jest Twoja rodzina i Twój dom i jednocześnie non stop go oliwisz i naprawiasz. Tak jak praca zarobkowa podnosi stopę waszego życia, tak Twoja praca również ją podnosi. Dzięki Twojej nieodpłatnej, niewidzialnej pracy macie w co się ubrać w takim samym stopniu lub nawet większym jak dzięki pracy zarobkowej Twojej i męża. Wyjaśnię.

To pewnie Ty pojechałaś na zakupy i wybrałaś ubrania dla Twoich dzieci, siebie, a w ekstremalnych przypadkach może nawet i męża. Bo Ty te ubrania pierzesz, suszysz, prasujesz (lub nie, ja akurat nie prasuję), składasz i wkładasz do szafy na właściwe miejsca. Tak, że rano Twój mąż i dzieci nic nie muszą robić wokół swojego ubioru poza otworzeniem szafy i wyciągnięciem z niej gotowych, świeżych ubrań. Być może nawet nic nie muszą robić po zdjęciu ich, bo to Ty zbierasz rozrzucone skarpety, gacie i ciuchy i wkładasz do kosza na pranie. I potem Ty pierzesz oczywiście. Czy ta praca nie ma żadnej wartości? Ty poświęciłaś swój czas i energię na to, żeby zadbać o ubrania męża, dzieci i swoje. Twój mąż jest w stanie robić to wszystko samodzielnie, ale nie jest tego nauczony. Nauka zajmie jego czas i będzie frustrująca. Jak każda nauka. Ale jeśli Ty czujesz, że nie chcesz tego dłużej robić i być jedyną osobą odpowiedzialną np. za odzież, to nie musisz tego robić i możesz powoli się wylogowywać z odpowiedzialności za to, możesz powoli tą odpowiedzialność przekładać na swojego męża i dzieci (w stopniu adekwatnym do ich wieku). Nie zrobisz tego rewolucją, ale ewolucją tak. Kropla drąży skałę. A ja poniżej postaram się Ci pokazać jak można to zrobić.

Nawet jeśli tylko Twój mąż zarabia w waszej rodzinie, to sam fakt przyniesienia pieniędzy do domu to dopiero jest początek. Ktoś musi zrobić listę zakupów, ktoś musi po te zakupy pojechać, ktoś musi te zakupy rozpakować a później z nich przyrządzić np. posiłek. Po posiłku ktoś musi posprzątać i kółeczko dalej się kręci. Praca zarobkowa, „zarabianie na życie”, jest ważne, ale to praca „domowa”, opieka nad domem, umożliwia to życie w praktyce. Bez Twojej pracy, którą wykonujesz w domu, zarabianie na dom nie miałoby żadnej, najmniejszej wartości. Te papierki lub cyferki na koncie bankowym nic nie znaczą póki któreś z was nie stworzy z nich doświadczenia życiowego – obiadu, kolacji, wspólnej zabawy, nie kupi ubrań i ich nie wypierze i tak dalej.

Cokolwiek dasz kobiecie ona uczyni to jeszcze lepszym. Jeśli dasz jej spermę, da Ci dziecko. Dasz jej zakupy, ona da Ci posiłek. Dasz jej uśmiech, ona da Ci swoje serce. Mnoży i powiększa wszystko co jej się da.

– William Golding

Życie jest niemożliwe bez obowiązków domowych związanych z dbaniem o dom i o siebie nawzajem. Praca kobiet jest wartościowa i tworzy życie. To nie pieniądze, te cyferki na koncie bankowym, mają wartość. To życie ma wartość i relacje jakie w tym życiu pielęgnujemy. To wasza miłość ma wartość. Twoja miłość do męża, do rodziców, do dzieci. Sympatia do koleżanek, sąsiadów i dzieci sąsiadów. To jest prawdziwa wartość w życiu. Relacje z innymi ludźmi, z samym sobą, realizowanie swojego potencjału i po prostu doświadczanie życia samego w sobie.

Dlaczego przepracowanie tych przekonań jest takie ważne?

Dlaczego uznanie wartości i znaczenia prac domowych jest takie ważne w sprawiedliwym podziale obowiązków domowych? Myślę, że bez tego kroku podział nigdy nie będzie skuteczny. Bo kobieta, podświadomie uważająca, że zajęcia „typowo kobiece” są gorsze i nie nadają się dla mężczyzn nie da rady skutecznie egzekwować sprawiedliwego podziału. Bo będzie czuła, że robi coś złego mężowi i dzieciom kiedy im te „kobiece” obowiązki przekazuje. Tak długo jak wierzy, że obowiązki domowe to jakaś kara, będzie uważała, że przekazując obowiązki domowe osobom, które kocha, tak naprawdę ich karze. Dlatego tak ważne jest poukładanie sobie tego najpierw w głowie, żeby zlikwidować wewnętrzny konflikt i przekazywać bliskim osobom odpowiedzialność za bardzo ważne zajęcia życiowe czując się z tym OK.

Opieka nad domem i innymi też męczy

Mimo tego, że przedstawiam w tym wpisie obowiązki domowe i opiekę nad domem jako zajęcie wartościowe, pozytywne i podnoszące jakość życia, w przeciwieństwie do obiegowego przekonania, że są kobiece czyli gorsze, nie oznacza to, że jest to zajęcie, które nie męczy i od którego nie należy się odpoczynek. Choćbyśmy wykonywały wszystkie obowiązki napędzane gorącą miłością do naszej rodziny, choćbyśmy rozumiały i doceniały wartość i znaczenie tych zajęć, nie ma to żadnego wpływu na to, że to jest praca, która męczy. Nie znaczy to, że mamy to robić wyłącznie my, kobiety, zajeżdżając się ponad siły, odmawiając sobie odpoczynku i sprawiedliwego podziału pracy i to jeszcze z uśmiechem na twarzy. Praca zawodowa ma swój ograniczony wymiar, opieka nad domem nie ma takich ograniczeń, zwłaszcza jeśli jest to nasze jedyne zajęcie. Tak samo jak od pracy zawodowej, tak samo od opieki nad domem trzeba czasem odpocząć i jak ja to mówię się „wylogować”. Część opieki nad domem musi przejąć mąż w wymiarze jaki uznacie za sprawiedliwy i sensownej w waszej sytuacji życiowej. To nie jest żadna ujma, kara ani potwarz dla mężczyzny, tylko normalny, sprawiedliwy i partnerski podział.

Nawet jeśli tylko on pracuje zawodowo, a Ty zajmujesz się domem i taki macie układ, to i tak masz prawo oczekiwać, że w wymiarze jaki uznacie za sprawiedliwy, on Cię zastąpi i weźmie udział w opiece nad domem. Zakres i podział to jest coś, co sami musicie ustalić między sobą, ale to, że on przynosi pieniądze do domu nie oznacza jeszcze, że Ty masz wykonywać prace domowe i opiekuńcze bez żadnych ograniczeń. Pracy opiekuńczej i porządkowej w domu jest nieproporcjonalnie dużo (zwłaszcza gdy jesteście rodzicami małych dzieci), wobec zakresu obowiązków pracy zawodowej, która jednak się kończy po przysłowiowej 17 i nie ma jej w weekendy.

Młoda mama nie siedzi w domu z dzieckiem, ona ten dom tworzy

Jeszcze dodam parę słów konkretnie o młodych mamach. Czas spędzony w domu, a nie w pracy, by dać DOM niemowlęciu i małemu dziecku ma wartość. To nie jest siedzenie w domu i marnowanie czasu. To jest szalenie ważne zajęcie, które przynosi gigantyczną wartość Twojej rodzinie i całemu społeczeństwu. Moim zdaniem nawet większą wartość niż układanie kostki brukowej, naprawianie pralek czy prowadzenie księgowości w firmie. Te czynności zawodowe też mają wartość i podnoszą jakość naszego życia. Ale nie mogą się równać wartości jaką daje rodzinie i społeczeństwu Matka, która nie, nie siedzi w domu z dzieckiem. Ona tworzy ten DOM dla swojej rodziny. Chyba nikt nie jest dziś już tak szalony, żeby wrócić do pomysłu żłobków tygodniowych, które funkcjonowały w PRL. Oddajesz w poniedziałek, odbierasz w piątek, żeby mieć czas na pracę zawodową. No właśnie. To o co chodzi z tym poczuciem winy, że zajmujesz się, nie, nie siedzeniem w domu, tworzeniem DOMU dla męża i dzieci, a nie zarabianiem pieniędzy w czyjejś lub własnej firmie? Przecież się nie rozdwoisz… Praca „kobieca”, opieka nad domem, to nie są żadne gorsze rzeczy, tylko równie ważne zajęcia dzięki, którym życie rodziny jest w ogóle możliwe.

Więc nie nazywaj Twojej codziennej, wielogodzinnej, wartościowej pracy „siedzeniem w domu” i „nic nie robieniem” i poczuj wartość jaką wnosisz każdego dnia do waszego życia i do życia społeczeństwa. I z tego punktu, poczucia własnej wartości i wartości pracy jaką wykonujesz, można zacząć myślenie i rozmowę o sprawiedliwym podziale obowiązków domowych. Od uznania równej lub przewyższającej wartości prac i obowiązków domowych pracy, którą wykonujemy poza domem, by zarobić pieniądze. I do tak rozumianych obowiązków domowych, jako tworzenie domu i życia, zaprośmy męża. Nie do odbębnienia kary, nie do bycia równie upokorzonym, nie do złapania gorącego ziemniaka, którego nikt nie chce. My, kobiety, dołączyłyśmy do mężczyzn w ich „męskiej” pracy zarobkowej i trudzie finansowego utrzymania rodziny, i na tej samej zasadzie możemy i powinnyśmy zaprosić mężczyzn do „kobiecego” świata tworzenia i opieki nad domem. Poniżej postaram się uargumentować, że zyskamy na tym nie tylko my jako kobiety – zrzucając z siebie brzemię podwójnej pracy, ale również i mężczyźni i całe społeczeństwo.

Włączanie mężczyzn w obowiązki opiekuńcze i domowe ma realną wartość

Każdy człowiek, jako, że jesteśmy istotami społecznymi, ma potrzebę odnalezienia swojego znaczenia w kontekście większym niż jego indywidualne, samotne życie. Praca zawodowa i kontekst zawodowy jest jedną ze sfer gdzie to znaczenie i swój sens odnajdujemy i czerpiemy. Dzięki ciężkiej pracy feministek w poprzednich stuleciach, w dzisiejszym świecie jest to nie tylko domeną mężczyzn, ale i my, kobiety możemy realizować się na tym polu. Z korzyścią dla całego społeczeństwa. Innym wymiarem odnajdywania sensu swojego życia jest społeczność i działalność na rzecz swojej społeczności. Ale pierwotnym, najważniejszym i niedocenianym kontekstem jest jednak nasz dom rodzinny. Każdy członek rodziny, nie ważne czy jest to mąż, żona czy dzieci, ma bardzo silną potrzebę włożenia swojego wkładu w życie rodzinne i odnalezienia sensu w tej strukturze przekraczającego poza nasze indywidualne pragnienia i dążenia.

Tradycyjnie mężczyźnie nakazuje się czerpać to poczucie znaczenia i sensu z tego, że wykonuje pracę zarobkową poza domem i przynosi do domu pieniądze na utrzymanie i wyżywienie rodziny. Kobieta tradycyjnie ma czerpać tą satysfakcję i poczucie sensu z opieki nad domem i tworzenia domu dla wszystkich jego mieszkańców poprzez opiekowanie się członkami rodziny, dbanie o czystość, porządek i organizację oraz przygotowywanie posiłków.

Dzieci jeśli mają szczęście i nie są wychowywane w modzie „idź się pobaw, mamusia wszystko zrobi” mają swój wkład w życie rodzinne poprzez pomaganie rodzicom w ich obowiązkach i wykonywanie samodzielnie tych na które pozwala im ich wiek i kompetencje.

Taki sztywny podział ról miał sens przez wiele stuleci, ale już nie ma

Taki podział obowiązków domowych na „kobiece” i „męskie” miał sens przez wiele stuleci. Jednak w dzisiejszym świecie, w którym kobiety są również aktywne zawodowo, tworzy dysproporcję na której tracą obie strony. Kobiety tracą na podtrzymywaniu tradycyjnego podziału obowiązków domowych po swojej stronie poprzez bycie przemęczonymi i wypalonymi. Noszą na swoich barkach zarówno stereotypowo męską rolę jak i stereotypowo kobiecą.

Mężczyźni tracą przez to, że ich znaczenie i odnajdywanie sensu w życiu jest ograniczone do pracy zawodowej i bycia bankomatem dla rodziny. W momencie w którym kobieta również jest aktywna zawodowo, to źródło czerpania swojego szczególnego znaczenia w życiu traci na znaczeniu. W momencie w którym mężczyzna ma kłopoty w pracy, a nie odnajduje swojego sensu i znaczenia poza rolą bankomatu rodzinnego, wali mu się cały świat i całe jego poczucie sensu i wartości jako człowieka. Być może między innymi (czynników jest więcej, wszystkie wiążą się ze stereotypowymi rolami płciowymi) dlatego na 15 samobójstw w Polsce, aż 12 popełniają mężczyźni. Wiele lat temu czytałam świetny wywiad z dr. Adamem Czabańskim, polskim suicydologiem, na temat męskiej depresji. Zakończył się on takim oto apelem, który po raz pierwszy otworzył mi oczy na to, że wspólne dzielenie się obowiązkami opiekuńczo-domowymi jest korzystne nie tylko dla kobiet, ale również dla mężczyzn.

Chciałbym wygłosić apel do narodu: kobiety, angażujcie mężczyzn w gotowanie i sprzątanie! Im bardziej są oni związani z rodziną, tym więcej mają lin ratunkowych na wypadek kryzysów.

dr. hab. Adam Czabański

Jak skutecznie skłonić męża do obowiązków domowych?

Jeśli czytasz dalej ten wpis, zakładam, że masz problem z podziałem obowiązków domowych i że Twój mąż wychowywał się w domu, w którym nie musiał sprzątać lub sama go w ten sposób przyzwyczaiłaś i teraz chcesz to zmienić, ale nie wiesz jak.

Jeśli więc dopuszczasz do siebie możliwość, że w obowiązkach domowo-opiekuńczych nie ma nic złego, nie są to zajęcia gorszego sortu dla gorszych ludzi, tylko wręcz przeciwnie, jest to klej, który sprawia, że wszystko trzyma się kupy i świat dzięki temu funkcjonuje, że są to bardzo ważne czynności, których wykonywanie nie odejmuje godności, tylko przynosi korzyści całej rodzinie, jest duża szansa, że znajdziesz w sobie przestrzeń, by skutecznie zaprosić męża do uczestniczenia w tych obowiązkach i nie będzie Cię trawiło poczucie winy, że robisz coś przeciwko niemu i że „biedaczek coś tam coś tam, dobra już zacisnę zęby i zapakuję tą zmywarkę, niech sobie odpocznie po pracy„.

Skutecznie, czyli nie wtedy, kiedy jesteś zła, wściekła i przemęczona i nie wytrzymujesz nerwowo i właśnie rozpętujesz awanturę stulecia o skarpety rzucone obok kosza na pranie zamiast do kosza. Codziennie podnosisz te skarpety i wrzucasz do kosza na pranie, ale dziś to jest kropla, która przelała czarę goryczy i jesteś gotowa rzucać talerzami i pisać wniosek rozwodowy jeśli to się nie zmieni i on nie podniesie tych cholernych skarpet i nie trafi nimi dzisiaj do kosza na pranie. A mąż sobie myśli, o co jej chodzi, co za wariatka, przecież codziennie tak rzucam te skarpety i nie ma problemu. No właśnie o to chodzi, że on codziennie tam rzuca skarpety, ale on tego nie rozumie, bo przecież jakby nie chciał podnosić skarpet, to by ich nie podnosił, więc po co Ty je podnosisz skoro nie chcesz? On tego nie jest w stanie zrozumieć, bo nie był trenowany przez całe swoje życie do bycia odpowiedzialnym za dom, czystość i dobrostan domowników. Do bycia grzecznym i zaciskania zębów. A jutro, albo za parę dni, emocje opadną, będzie Ci głupio, że tak się wydarłaś i zrobiłaś aferę o głupie skarpety i znowu będziesz je podnosić jak zobaczysz i tak przez kolejny miesiąc aż znowu nie wytrzymasz. To nie jest skuteczne zaproszenie męża do obowiązków domowych i pewnie wiesz już to ze swojego doświadczenia.

To nie mężczyźni i nie mąż są tutaj Twoim wrogiem

Myślę, że ważna rzecz do przepracowania na poziomie przekonań, to jeszcze zniekształcenie poznawcze, że to mąż jest Twoim wrogiem, że on działa przeciwko Tobie, chce Ciebie wyeksploatować, nie ma do Ciebie szacunku i tak dalej… Że skoro kobiety są eksploatowane w dziedzinie obowiązków domowych i pracy zawodowej jednocześnie, to jest na pewno wina mężczyzn, bo przecież kobiety same by sobie tego jarzma nie nałożyły. I przecież mówisz, mężowi, że jesteś zmęczona, że to i tamto, a on pyta co dzisiaj na obiad, więc to jasny znak, że Cię nie rozumie, nie szanuje i chce eksploatować.

No właśnie nie.

To jest zniekształcenie poznawcze i błędne rozumowanie (w większości przypadków). Masz prawo czuć się przemęczona, wyeksploatowana, niesprawiedliwie traktowana, zła, smutna i wściekła. Masz prawo do tych wszystkich uczuć i one świadczą o tym, że bierzesz na siebie zbyt wiele obowiązków. Ale to, że się tak czujesz, nie znaczy jeszcze, że to jest wina Twojego męża i jego złej woli i celowych działań wbrew Tobie.

Zatrzymaj się na chwilę i pomyśl jak to może wyglądać z jego perspektywy. Całe jego życie, jako mężczyzny, był uczony, że to nie jest dla chłopców. Gdy chciał się bawić w kuchnię, był zniechęcany lub wyszydzany, że to nie jest zajęcie dla chłopaków i że to gejowskie. Gdy Ty w szkole na zajęciach technicznych robiłaś sałatkę jarzynową, on z chłopakami zajmowali się obsługą narzędzi (u nas tak było! w późnej podstawówce!). Całe późne dzieciństwo i wczesną dorosłość większość obowiązków domowych robiła w domu mama i siostra i był przeganiany, gdy chciał pomagać. Później całe życie robiła to jego dziewczyna lub żona. Podczas gdy Ty już dawno przekroczyłaś mistrzowskie 10,000 godzin na pracach domowych, gotowałaś obiad tysiące razy, zmieniałaś pościel setki razy, podnosiłaś papierki z ziemi miliony razy, on zajmował się innymi rzeczami i jest w tym temacie świeży jak 2 latek. Dosłownie.

Nierealne i niemożliwe jest, że z dnia na dzień będzie równie dobrze wykonywał obowiązki domowe i równie dobrze reagował na sytuacje kiedy trzeba już te obowiązki wykonać jak Ty. Nie dlatego, że jest biedny i pokrzywdzony przez los, nie dlatego, że to przekracza jego możliwości jako mężczyzny, nie dlatego, że posiadanie penisa uniemożliwia skuteczne sprzątanie, nie. Po prostu niesprawiedliwy system w jakim żyjemy i się wychowywaliśmy wali w niego w takim samym stopniu jak w Ciebie. Gdy się urodził i rodzice zauważyli siurka między jego nogami to nie był jego wybór, że będzie socjalizowany do bycia bankomatem dla rodziny i okazjonalną złotą rączką. To nie był jego wybór. Oboje jesteście ofiarami tego systemu, Ty ponosisz koszty w postaci nadmiernego obciążenia i wypalenia, a on ponosi koszty w postaci bycia uzależnionym od opieki innych i niezdolnym do samodzielnego funkcjonowania w życiu (to wbrew pozorom nie jest wcale przywilej tylko kolejny czynnik męskiej depresji), bycia wyizolowanym i „obcym” we własnym domu, bycia odciętym od pełnej realizacji siebie w sferze rodzinnej i tak dalej.

Odpuść wewnętrznego kontrolera jakości, wycziluj

Uważam, że żeby skutecznie włączyć męża, mężczyznę, w obowiązki domowo-opiekuńcze trzeba odpuścić wewnętrzny przymus kontroli jakości, który posiada bardzo wiele kobiet (przez to, że to one noszą zinternalizowaną odpowiedzialność za porządek w domu). Zaakceptować, że on to zrobi GORZEJ niż Ty, bo on dopiero się tego uczy. Dać mu przestrzeń do popełniania błędów. Pozwolić, by sam na własnej skórze poznał związki przyczynowo skutkowe, które Ty poznałaś w bardzo wczesnej dorosłości i są dla Ciebie już teraz oczywiste. Czyli na przykład to, że jeśli nie posprząta talerzy i blatu w kuchni, to się samo nie posprząta. Bo tym razem Ty tego nie posprzątasz. I nie, on nie zareaguje wtedy kiedy Ty byś zareagowała. Będziesz musiała tolerować to, że ten syf będzie narastał do granic, do których Ty byś nie dopuściła. Ale on musi odrobić swoją lekcję, by się nauczyć kiedy należy zacząć sprzątać. On już wie, że należy sprzątać wtedy kiedy kobieta zaczyna krzyczeć, ale musi sam się nauczyć kiedy ten moment następuje bez sygnału w postaci wściekłej kobiety. A uczy się tego przez doświadczenie frustracji walki z syfem, który narastał zbyt długo i jest już trudny do opanowania.

Odnośnie związków przyczynowo skutkowych. Przykład z mojego życia małżeńskiego. Był czas, że nieskutecznie walczyłam z mężem o to, że zostawia na zlewie kropki z pasty do zębów. Doprowadzało mnie to do szaleństwa, z jednej strony miałam przekonanie, że czysty dom = porządna ja, niedopuszczalne dla mnie było, żeby przyszedł ktoś do nas i zobaczył zlew uwalony kropkami z pasty do zębów, sama nie mogłam tego znieść, bo uważałam, że to świadczy o mnie szereg złych rzeczy przed którymi się broniłam: że nie ogarniam, że jestem nie wartościową kobietą, że jestem brudasem i tak dalej (mimo tego, że to mąż uwalał zlew w tej paście, a nie ja przecież). Był to dla mnie bardzo trudny bój, mąż w ogóle nie reagował na moje utyskiwanie na ten brudny zlew, a ja nie chciałam go non stop pucować, czułam się jakbym dostała policzek w twarz za każdym razem jak wchodziłam do łazienki, w której dopiero co pucowałam zlew i widziałam na nim nowe kropki po paście do zębów. Aż w końcu po ciężkich bojach myślowych uznałam, że zamiast walczyć z mężem zacznę walczyć ze swoim przekonaniem, że te kropki na zlewie świadczą coś złego o mnie. Mieliśmy w gości mamę męża. Uznałam, że ok, uzna, że jestem brudasem, nie wartościową kobietą i tak dalej, ale ni ch**a nie zmyję tych kropek ze zlewu po mężu. I wydarzył się cud. Nie wiem co wydarzyło się w głowie męża i jaki zaszedł proces myślowy, nie rozmawialiśmy już o tym, ale kropki zniknęły. Po prostu zniknęły. Minęły już dwa lata. Mąż zaczął je po sobie zmywać od tamtego momentu kiedy ja się wycofałam z tego toksycznego układu on brudzi ja zmywam.

Przytoczyłam tą historię, by zachęcić Cię właśnie do wycofania się dwa kroki w tył. Wyłączenia perfekcyjnej pani domu. Pozwolenia, by stały się rzeczy, do których byłaś socjalizowana jako niedopuszczalne. Zmierzyć się z trudnymi emocjami i przekonaniami, że stan domu świadczy o Tobie, że stopień wysprzątania domu jest wprost proporcjonalny do Twojej wartości jako kobiety. Masz więcej do zaoferowania jako człowiek i jako kobieta niż pucowanie domu po innych domownikach. To, że Twój mąż nabrudził, nie znaczy, że to Ty jesteś „brudasem” i „nie ogarniasz”.

Innym krokiem na mojej drodze w kierunku odpuszczenia odpowiedzialności za męża było zaprzestanie angażowania się w szukanie rzeczy z mężem. Typowe, znane chyba w każdym polskim domu „widziałaś gdzieś….?”, „gdzie jest masło orzechowe?”. Wylogowałam się z tego. Nie, nie widziałam. Tam gdzie zawsze, w szafce. Jak nie widzisz to poszukaj dokładniej. Nie wiem, tam gdzie położyłeś. Uważam, że to było toksyczne. Nie układam też rzeczy za męża, jeśli znajduję coś jego to mu daję żeby sobie sam odłożył na miejsce. Rzeczy wspólne wspólnie ustaliliśmy gdzie leżą, jeśli zmieniałam miejsce położenia czegoś to go wołałam i mówiłam, że teraz tutaj odkładam to i to.

To był dla mnie pierwszy krok do przerzucenia na męża większej odpowiedzialności za dom, za to gdzie co leży, za samodzielne poruszanie się po tym domu i równe branie udziału w organizowaniu wspólnej przestrzeni. Jak mężczyźni mają czuć się współodpowiedzialni za dom, kiedy to kobieta wszystko za nich układa? To kobieta wie co gdzie leży, bo to kobieta wszystko układa i ogarnia. Zmiana zaczyna się od wylogowania się z tego układu, cofnięcia się i zrobienia przestrzeni dla mężczyzny by sobie poukładał trochę po swojemu i nauczył się w tym funkcjonować (TAK zrobi to gorzej niż Ty, mimo tego możesz to odpuścić), bez wołania co chwilę o pomoc gdzie co leży. Toksyczny jest układ w którym dom to królestwo kobiety, a mężczyzna jest spychany gdzieś do warsztatu. To socjalizowanie zaczyna się już w bardzo młodym wieku. Zobaczcie tą zabawkę poniżej. Dom tylko dla chłopaków wydawnictwa Monumi. Serio? Siłownia, warsztat, laboratorium, więzienie, areszt policyjny? Bo normalny dom i ciepło rodzinne jest zbyt gejowskie i babskie? Bo chłopcy nie mają potrzeb rodzinnych i emocjonalnych? Urodzili się z siurkiem więc tylko siła, władza, wiedza i majsterkowanie. To jest podsumowanie toksycznej socjalizacji mężczyzn w jednym obrazku. To jest powód dla którego 12 z 15 skutecznych samobójców to mężczyźni. Odkręcenie tego zajmie czas i może być chwilami bolesne. Ale mi się wydaje, że warto, z korzyścią dla wszystkich.

Nie jesteśmy idealną rodziną z obrazka feministycznego, nie ma u nas pełnej równości, ciągle jestem w trakcie swojej drogi włączania męża do obowiązków domowych i do ustalenia co to dla nas znaczy sprawiedliwy podział. Dopiero dojrzewam do tego, by przestać brać na siebie zbyt wiele. Uczę się odpuszczać i czilować. Uczę się, że gdy odpuszczę to nie strawią nas ognie piekielne, świat się nie skończy. Robię więcej indywidualnej przestrzeni dla siebie i jednocześnie zapraszam do wspólnej przestrzeni męża.

W praktyce odpuszczać pomaga mi aplikacja do obowiązków domowych w telefonie (ja używam Nipto). Wypełniam za siebie i za męża i widzę jak to mniej więcej wypada. To pomaga mi widzieć ogrom pracy jaki wykonałam i się zatrzymać w swoim automatycznym sprzątaniu aż do zajechania się. To mi daje konkret do rozmowy. Sytuacja z wczoraj:

– Mam prośbę, wypakuj później zmywarkę i ogarnij talerze OK?

– Wiesz ile razy wczoraj wypakowywałem zmywarkę? Nie chcę tego robić

– Ok, ale ja też tego nie chcę robić i uważam, że dość już dziś zrobiłam. Zdjęłam pranie, zrobiłam nowe i powiesiłam, zrobiłam obiad, odkurzyłam i umyłam podłogi i wczoraj na wieczór umyłam całą kuchnię na tip top

– Ja też wczoraj sprzątałem kuchnię

– Wiem, tak dużo było pracy do zrobienia po prostu.

– No dobra, później zrobię tą zmywarkę

I zrobił. Późnym wieczorem i po swojemu, ale ja się już w to nie wtrącałam. Uznałam, że to już jest poza moją odpowiedzialnością :). Ale moje chillowe podejście do tego było możliwe dopiero dzięki temu, że przepracowałam już w głowie przekonania, że to ja powinnam robić, bo to kobiece zajęcie, że to jakaś kara, którą zrzucam na męża, że kuchnia musi być posprzątana NATYCHMIAST i tak dalej. Za tą pracą z przekonaniami w głowie idzie realna zmiana w życiu, wyrównujemy powoli dysproporcje w tym temacie i tym procesem mam nadzieję się z wami dalej dzielić ;-).

Inne artykuły, które mogą Ci się spodobać:

Uczucia bolesne i radosne

Ruminacje, czyli nakręcające negatywne myśli

Moja depresja i reakcja emocjonalna na pandemię

Pętla dopaminowa, czyli jak uzależniają treści cyfrowe?

Dziękuję za Twoją uwagę. Jeśli chcesz być ze mną w bliższym kontakcie, zapraszam Cię na mój Instagram @higienamyslenia, na YouTube @higienamyslenia i podcast higiena myślenia, który znajdziesz na Spotify i Google Podcasts.