Strona główna » Spis treści » Waga broniona – co to jest i czy da się ją zmienić?

Waga broniona – co to jest i czy da się ją zmienić?

Waga broniona to określenie ukute przez neurobiolożkę Sandrę Aamodt. Jest to podstawowy kształt i rozmiar dorosłego ciała człowieka, do którego organizm będzie zawsze samoczynnie wracał. Jeśli obecnie Twoje ciało ma swój domyślny rozmiar, czyli wagę bronioną, jeśli dziś zjesz więcej, jutro będziesz miała mniejszy apetyt.

Jeśli przez 3 miesiące się głodzisz, żeby wcisnąć się w suknię ślubną, później będziesz mieć apetyt jakbyś przez 3 miesiące głodowała, żeby ciało mogło wrócić do swojej wagi bronionej.

Waga broniona zwykle rośnie wraz z wiekiem i prawie nigdy nie spada.

Tylko niewielki odsetek populacji jest w stanie stracić kilogramy i utrzymać nową wagę dzięki diecie i ćwiczeniom, ustalając w ten sposób nową wagę bronioną.

Z czym tu tak naprawdę jest problem?

Jeśli normalna zbilansowana dieta powoduje, że ciało części populacji jest „za duże” czy to oznacza, że to z ciałami tych osób jest coś nie tak, czy może ze standardem kulturowym, którego spełnienie wymaga przez część populacji stosowania: głodówek, diet dostarczających połowę zapotrzebowania kalorycznego i obsesyjną kontrolę zjadanego pokarmu?

Serio to jest normalne i to jest „dbanie o zdrowie”?

Jeśli w wyniku normalnej, zbilansowanej diety Twoje ciało i jego waga broniona mieści się w normie kulturowej to super. Gratulacje. Ja też jestem taką osobą i wiem, że dopasowanie mojego ciała do kanonu kultury to jest szczęście, a nie jakakolwiek moja zasługa. Nie stosuję żadnych diet, jem to co mi się podoba i na co mam ochotę, mając jednak zazwyczaj na uwadze zdrowie i korzyść dla mojego ciała. Ruszam się zgodnie ze swoimi potrzebami i upodobaniami dla rozrywki, regeneracji i przyjemności. W moim wypadku to wystarczy, żeby mieć ciało w kanonie, bo takie mam geny po prostu. To może być bolesne i możesz pomyśleć, że to niesprawiedliwe, ale to nie moje ciało jest niesprawiedliwe, tylko kultura, która upodobała sobie jeden rodzaj ciała i budowy fizycznej jako „normalny” i „pożądany” spychając na margines całą różnorodność biologiczną gatunku ludzkiego i twierdząc, że jest „nienormalna” i musi wejść w tą jedną wybraną foremkę.

Jeśli Twoje ciało w wyniku normalnej, zbilansowanej diety, odpowiadającej Twojemu zapotrzebowaniu na energię jest większe, a może mniejsze, niż kanon kulturowy to śmiało dajmy sobie spokój z tą kulturą diety i głodzenia się w imię „zdrowej sylwetki”. Wiara w to, że każdy może wyglądać tak samo jak tylko się bardziej postara to jest zbiorowa paranoja.

Masz prawo stawiać na pierwszym miejscu siebie, swoje zdrowie i swoje dobre samopoczucie, bez względu na to jaki rozmiar nosisz i ile ważysz. Nie musisz nic robić by zasłużyć na luz i cieszenie się życiem, zasługujesz na to już teraz.

To nie jest Twoja wina, że wyglądasz i ważysz inaczej niż modelka czy aktorka, która urodziła się z inną wagą bronioną i z innymi genami. Twoje ciało jest OK i jej ciało jest OK. Tylko z jakiegoś powodu kultura pokazuje jej ciało jako „normalne i typowe dla całej populacji”, a Twoje jako nienormalne i wadliwe, wbrew statystyce i naturze, która jest różnorodna.

Trudne emocje

Zaakceptowanie faktu, że cała ta kulturowa paranoja wokół jednego typu budowy ciała kobiet (i coraz częściej i mocniej wokół jednego typu budowy ciała mężczyzn) jest niesprawiedliwa, fałszywa, stawiająca przed większością populacji nieosiągalne, nierealne cele może wywołać trudne emocje. Może to wywołać smutek, żal, bezradność. Ale później, po przejściu żałoby nad utraconym rajem, po pogodzeniu się, że to jest ułuda i fikcja i nawet osiągnięcie tej idealnej foremki nie da nam szczęścia i satysfakcji (bo co to za satysfakcja, życie w zbyt małej foremce na wdechu i z porcją ograniczoną o 50%, a nie w swoim własnym, żyjącym i indywidualnym zaopiekowanym ciele?) czeka nas wolność.

Wolność bycia tym kim jesteśmy. Wolność opiekowania się swoim ciałem, a nie swoim wyglądem. Wolność nie liczenia codziennie kalorii. Nie smagania się poczuciem winy, że przytyliśmy 1kg, bo pozwoliliśmy sobie raz na deser i pizze (osoby, które urodziły się w ciele zgodnym z modelem mogą jeść pizzę i brownie codziennie i wtedy to już nie jest niezdrowe, nie jest objawem braku siły woli i obżarstwa, bo przecież są zgodne z modelem, więc … no więc co? Cała ta paranoja „szczupłość = zdrowie” wysypuje się tu na… żwir). Wolność od wstydu, że to z naszą siłą woli coś jest nie tak. Nie. Z Twoją siłą woli jest wszystko OK.

To z normą kulturową, która redukuje różnorodność ciał do jednego modelu i nazywa stosowanie diet pokrywających zaledwie 50% zapotrzebowania i głodówek w imię osiągnięcia tego modelu ZDROWIEM jest coś nie tak.