Strona główna » Spis treści » Publikować zdjęcia dzieci w sieci, czy nie publikować?

Publikować zdjęcia dzieci w sieci, czy nie publikować?

Gdy tylko zostałam mamą natychmiast mój Instagram i Facebook zapełnił się zdjęciami mojej córeczki. Byłam w niej zakochana po uszy, wręcz pijana miłością za sprawą koktajlu hormonów jaki zafundowała nam matka natura zaraz po porodzie. Naturalną koleją rzeczy była chęć podzielenia się ze światem tym co mnie cieszyło i zajmowało całe dnie, czyli zdjęciami córki :).

Co prawda pojawiał się w mojej głowie głos wątpliwości, czy to na pewno jest OK. jednak gratyfikacja i radość z dzielenia się pięknymi chwilami była silniejsza. Popularność hashtagów parentingowych #jestembojestes #mojeszczescie itd. pokazuje jak powszechne to jest zjawisko, a wręcz sporo rodziców decyduje się na dzielenie się zdjęciami swoich dzieci jako główny pomysł na karierę na Instagramie.

Moje przykre doświadczenie z publikacją wizerunku dziecka

Zaczęłam się zastanawiać głębiej nad tym dopiero w wyniku doświadczenia, za które jestem bardzo wdzięczna. Wysyłałam koleżankom zdjęcia córki na prywatnej grupie, która składała się z trzech moich koleżanek z liceum. Pewnego dnia jedna z nich „pochwaliła się”, że wykorzystuje zdjęcie córeczki, które im wysłałam w pracy do testowania wgrywania zdjęć do aplikacji, którą tworzyli. Zamurowało mnie, bo wysyłając zdjęcie córki bliskiej koleżanki, moją intencją w żadnym wypadku nie było, żeby je oglądał szereg obcych mi ludzi – programistów i klientów.

I oczywiście, można powiedzieć, że to nic wielkiego, w takim sensie, że to nie stanowi zagrożenia dla mnie ani dla mojej córki. Ale dało mi do myślenia, że gdy wysyłamy zdjęcie w internet, nawet w tak bezpieczne by się zdawało środowisko jak prywatny chat koleżanek z liceum, to zdjęcie może wieść 'sekretne’ życie w internecie i poza nim, o którym nie będziemy mieć pojęcia.

Bo przecież owa koleżanka mogła mi nie powiedzieć, że wykorzystuje to zdjęcie w pracy. Można sobie wyobrazić, że ktoś kto również pracuje nad tą aplikacją, również miał jakiś interes i pomysł na użycie tego zdjęcia w innym kontekście w internecie, o którym przez wiele lat nie będę mieć pojęcia.

Argument na NIE: drugie życie zdjęć w internecie

Internet to dziwne miejsce, w którym wiele się dzieje. Tak jak blogerzy znajdują czasem idealne kopie swoich blogów lub fejkowe konta na social media, tak każda treść którą puszczamy w internet może wieść drugie życie, o którym nie będziemy mieć pojęcia. O tym decyduje w mojej opinii w dużej mierze przypadek.

Ja miałam to szczęście, że doświadczyłam szybko, że taki bieg rzeczy jest możliwy i realny NAWET gdy wysyłam zdjęcie 3 osobom, które znam i którym ufam. Nie trzeba dużej wyobraźni, by zacząć sobie wyobrażać jakie są szanse na ponowne, niekontrolowane użycie zdjęcia, gdy zdjęcie oglądają setki, tysiące, a w niektórych wypadkach dziesiątki tysięcy obcych osób, o nieznanych mi motywach, zainteresowaniach, wartościach i celach.

W ten sposób niektóre zdjęcia zostają memami, inne stają się ofiarą przeróbek, a jeszcze inne mogą trafiać na strony, na których nie chcielibyśmy ich widzieć.

Argument na NIE: publiczność dzieciństwa w internecie

Możemy się zastanowić, jaki był nasz stosunek do naszych zdjęć z dzieciństwa. Jak czuliśmy się jako większe, dorastające dzieci, gdy rodzice wyciągali album ze zdjęciami i pokazywali ciotkom i wujkom, albo co gorsza naszym znajomym, nasze zdjęcia gdy byliśmy mali. Dla rodziców, te zdjęcia były najpiękniejsze w świecie i nie widzieli nic złego w pokazywaniu ich innym. To była forma dzielenia się z innymi swoją miłością, szczęściem i dumą z własnego dziecka. Jednak nie wiedzieć czemu dla nas, takie pokazywanie zdjęć, było raczej festiwalem żenady.

Możemy bezpiecznie założyć, że gdy nasze dzieci zaczną dorastać, z przyczyn nie zrozumiałych dla nas, tam gdzie my widzimy śliczne niemowlę lub rozkosznego 2 latka, one będą widziały jakiś powód zawstydzenia czy dyskomfortu. My mieliśmy ten komfort, że kontekstów w których ktoś wyciągał nasze zdjęcia z dzieciństwa było niewiele i rzadko musieliśmy stawiać temu czoła.

Nasze dzieci, będą miały inną sytuację. Zdjęcia z dzieciństwa mogą (choć nie muszą) być wykorzystane do wyśmiewania i prześladowania rówieśniczego, na żywo lub online. Temat tzw. cyberbullingu już teraz dotyczy, według badań, przynajmniej 37% starszych dzieci i nastolatków.

Argument na NIE: cyberbulling, a rozwój technologii

Gdy myślę o cyberbullingu, czyli prześladowaniu w sieci, nasuwa mi się na myśl jeszcze rozwój technologii tzw. deep fake. Jest to technologia, która umożliwia wygenerowanie za pomocą sztucznej inteligencji dowolnego nagrania video na podstawie zdjęcia. Już teraz w ten sposób stworzone nagrania zaskakują swoim realizmem. Możemy się spodziewać, że za 5-10 lat, technologia deep fake będzie dostępna dla każdego w takim samym stopniu jak teraz filtry na zdjęcia w aplikacjach społecznościowych lub inne narzędzia do obróbki zdjęć online. Może to być użyte w dobrych celach, ale może też być źródłem nowej formy cyberbullingu, której podstawą mogą być właśnie zdjęcia z dzieciństwa.

Argumenty na NIE: Inne kwestie

Inne kwestie, o które przychodzą mi do głowy, to:

  • Czy z perspektywy dorosłej osoby, chcielibyśmy, by w sieci istniał album z naszych zdjęć z dzieciństwa wybranych przez naszych rodziców?
  • My, dorośli z roczników przed 2000 rokiem, mamy możliwość kreowania naszego wizerunku w sieci, który oceniają nasi znajomi, partnerzy oraz pracodawcy, od podstaw. Nasze dzieci będą pracowały z tym i na tym, co my wrzucamy w ich imieniu. Nie będą miały tego komfortu tworzenia swojego wizerunku w sieci według własnego upodobania i wizji.

Argumenty na TAK

Argumenty za udostępnianiem zdjęć dzieci online jakie widzę to:

  • Udostępnianie zdjęć dzieci jest miłe, nie wymaga wysiłku i pozwala nam zaprezentować się w takim świetle w jakim chcemy siebie widzieć (doskonała matka, zaradna, kochająca itd.)
  • Udostępnianie zdjęć dzieci w niektórych wypadkach pozwala wybić się na IG jako blog / profil parentingowy
  • Udostępnianie zdjęć dzieci pozwala nam podzielić się z innymi dumą i radością płynącą z macierzyństwa

Podsumowanie

Dla mnie argumenty na NIE przeważają, w dużej mierze za sprawą tej osobistej sytuacji z nieporządanym przeze mnie użyciem zdjęcia córki, która naprawdę mną wstrząsnęła, w sensie szoku, jak łatwo wysłane do internetu zdjęcie może być użyte bez mojej wiedzy i zgody w obcnym i nieprzewidywalnym dla mnie kontekście. Z tego względu udostępniam zdjęcia dzieci, ale tak, żeby nie było widać ich twarzy i żeby były trudne do zidentyfikowania. To jest kompromis, na który się osobiście zdecydowałam ;-).

Jakie wy widzicie argumenty za i przeciw? Jakie jest wasze zdanie na ten temat? Jak myślicie, czy w przyszłości będą funkcjonowały usługi „wybielania” lub „czyszczenia” wizerunku w sieci jaki odziedziczyliśmy po rodzicach lub sami stworzyliśmy we wczesnej młodości? Czy trend nieudostępniania zdjęć swoich dzieci to fanaberia i robienie „z igły widły”?