Strona główna » Spis treści » Drama w social mediach z Martyna Kaczmarek

Drama w social mediach z Martyna Kaczmarek

Geneza dramy

Kilka osób, zaczęło oskarżać Martynę o to, że ukradła im pomysły na posty na Instagramie. Na poparcie tej tezy zaczęto analizować feed Martyny pod kątem obecności na nim plagiatów. W socialach zaczął krążyć wniosek, że Martyna zbudowała cały swój profil i pozycję na podbieraniu postów mniejszym kontom.

Nie mam ochoty rozstrzygać tematu, chętnie jednak wypunktuję zniekształcenia poznawcze, które ten konflikt przeradzają w tzw. dramę i publiczny lincz.

Fakty

W feedzie Martyny, na który składają się setki postów i prawdopodobnie tysiące opublikowanych stories, jest część postów, które są ewidentnie plagiatem i kradzieżą materiałów zagranicznych twórców.

Zniekształcenia poznawcze

MYŚLENIE DYCHOTOMICZNE – WSZYSTKO ALBO NIC

„Martyna cały profil zbudowała na ukradzionych lub skopiowanych treściach i jest złą osobą”

Fakty

Na profilu Martyny pojawiały się kradzione treści

Patrząc na feed Martyny nie możemy stwierdzić, że cały profil jest zbudowany na plecach innych osób. Profil składa się z ogromnej ilości tworzonej treści, z czego kategoryczna większość jest stworzona i wymyślona przez autorkę.

To zniekształcenie poznawcze, każe nam szukać prostej, czarno-białej odpowiedzi. Czy Martyna jest dobra czy zła? Czy zapracowała na swój profil, czy kradła treści innym? Nie ma tu miejsca na niuanse, na stany pośrednie, na skalę zachowań, na zmianę postawy w czasie. Tłum szuka prostego werdyktu. Winna czy nie? Zła czy dobra? Czarne czy białe? Jeśli kradzione, to wszystko. Zapracowane i stworzone samodzielnie? Jeśli nie 100% tylko 98%, to już się nie liczy. Tłum wydał werdykt, ukradła post, więc do spalenia na stosie!

Zniekształcenie poznawcze PRZESKAKIWANIE DO WNIOSKÓW

„Ja i Martyna opublikowałyśmy post na podobny temat w zbliżonym czasie, więc na pewno Martyna, ukradła mi POMYSŁ na post”

Fakty

Pomysły i tematy nie są naszą własnością. Wszyscy ulegamy wpływom otoczenia, inspirujemy się nim i budujemy na pracy wykonanej przez inne osoby. Konkretna interpretacja i aranżacja danej treści jest własnością i zgadzam się, że Martyna naruszała prawa autorskie zagranicznych kont tłumacząc je bez pozwolenia autorów na polski i bez budowania własnej treści / aranżacji. Jednak twierdzenie, że Martyna ukradła pomysł innej autorki, ponieważ post Martyny pojawił się 2 dni później, na ten sam temat (powiązany z bieżącym okresem świątecznym), ale z zupełnie inną treścią i aranżacją niż post oskrażycielki, jest już moim zdaniem zniekształceniem poznawczym – przeskakiwaniem z podejrzenia do wniosków. W Internecie jest tak wielu twórców treści, że publikacje treści na ten sam temat zdarzają się cały czas, zwłaszcza w okresach tematycznych jak święta i zwłaszcza na profilach z tej samej dziedziny.

Inny przejaw przeskakiwania do wniosków, to argumentowanie, że dowodem na to, że Martyna ukradła „pomysły na posty” mniejszym kontom, jest to, że plagiatowała treści z zagranicznych profili feministycznych. Jedno, choćby nie wiem jak naganne i niezgodne z prawem było, nie może być dowodem dla drugiego. To może być przesłanka, do podejrzeń w tej sprawie, jednak używanie tego jako dowodu na słuszność własnego oskarżenia o kradzież „pomysłu na post” jest zniekształceniem poznawczym i przeskakiwaniem z przesłanek do wniosków.

Przeskakiwanie do wniosków, to zniekształcenie poznawcze, które każe nam na podstawie niesprawdzonych przesłanek, podejrzeń i niekompletnych dowodów wyciągać daleko idące lub kategoryczne wnioski. Operowanie tym zniekształceniem poznawczym powoduje zwykle nieporozumienia, utrudnia nam adekwatne działanie w rzeczywistości i podjęcie najodpowiedniejszych kroków w danej sytuacji.

Zniekształcenie poznawcze UZASADNIANIE EMOCJONALNE

„Czuję się wykorzystana, więc na pewno Martyna chciała wykorzystać moje treści”

„Obawiam się, że zostanę zignorowana, gdy napiszę do Martyny osobiście, więc uważam, że tak się stanie i nie będę próbować”

Fakty

Mamy prawo czuć, to co czujemy, nasze uczucia są ważne i ujawniają istotną prawdę na temat nas samych. Czasem również mówią prawdę na temat świata zewnętrznego, jednak nie zawsze. Nasze uczucia często są niesymetryczne wobec rzeczywistości, oparte na zniekształceniach poznawczych i naszych ranach.

Wyciąganie wniosków na temat intencji innych osób i budowanie na tej podstawie dowodów jest zniekształceniem poznawczym. To, że czuję się zła, mówi mi prawdę na mój temat – czuję, że moje granice zostały naruszone. Nie jest to dowód na to, że druga osoba miała intencję naruszać te granice i że jej działania obiektywnie te granice naruszyły.

Jeśli czuję lęk przed jedną z możliwych dróg rozwoju sytuacji, mówi to prawdę na mój temat. Jednak nie jest to dowód na to, że sprawy faktycznie potoczą się w tym kierunku (tutaj: Martyna zignoruje prywatną prośbę o zmianę zachowania)

Inny przykład uzasadnienia emocjonalnego użytego w tej dramie, to przywoływanie prywatnej korespondencji z autorką splagiatowanego postu w której autorka wyraża złość za plagiatowanie jej treści.

Uważam, że obiektywnie Martyna popełniła błąd i plagiatowała zagraniczne treści, do czego sama się przyznała i usunęła treści będące plagiatem i przeprosiła autorów. Jednak używanie jako argumentu w tej sprawie, uczuć autorki, jest zniekształceniem poznawczym polegającym na emocjonalnym uzasadnianiu rzeczywistości.

Podusmowanie

Podsumowując uważam, że dziewczyny wyświadczyły dużą przysługę autorkom plagiatowanych treści, przyczyniły się do zwiększenia świadomości na temat prawa dot. własności intelektualnej i wyciągnęły na jaw prawdę na ten temat.

Inna sprawa, że zrobiły to, by uzasadnić swoje podejrzenia dotyczące kradzieży ich pomysłów, co moim zdaniem im się na poziomie dowodowym nie udało, korzystały ze zniekształceń poznawczych i uzasadnień emocjonalnych.

Uważam, że rozpoczynanie rozwiązywania tego typu nieporozumień od publicznej dramy w social mediach jest niedojrzałe i szkodliwe.

Dziewczyny, które wywołały tą dramę mają prawo do swoich uczuć i ich uczucia są na miejscu. Sama gdy widzę, że pojawia się na innym profilu post na ten sam temat co u mnie zaledwie dwa dni później i zgarnia więcej reakcji, czuję trudne emocje. Wiem, że moje uczucie i kolejność publikacji nie są dowodem na to, że ktoś mi „podebrał pomysł” i to, że ktoś złapał więcej reakcji, nic nie świadczy na mój temat.

Inna sprawa jest taka, że dziewczyny czując się zranione, nie miały żadnych skrupułów realizować publiczny samosąd, bez uprzedniej rozmowy z zainteresowaną i bez próby załatwienia sprawy w inny sposób niż organizując festiwal publicznych oskarżeń.

Wyobrażamy sobie, że osoby bardziej „wpływowe” od nas, czyli tutaj: posiadające większe zasięgi na Instagramie, są mniej wrażliwe, bardziej odporne i mniej podatne na krytykę, zranienie i cierpienie niż my sami. Siebie postrzegamy jako bezbronne ofiary, a drugą osobę jako potężnego oprawcę celowo nas wykorzystującego i raniącego. Prawda jest jednak taka, że liczba followerów przy zdjęciu profilowym na Instagramie nie jest żadną tarczą ochronną wobec sytuacji w której wiele osób na raz zaczyna rzucać oskarżenia, ocenia całokształt osoby i jej działalności, szydzi, wyśmiewa i podważa wartość osoby i jej pracy, bez uprzedniej rozmowy i jakiejkolwiek próby załatwienia sprawy w sposób osobisty.

Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której w świecie poza socialmedia ktoś czuje, że druga osoba wykorzystała jej treści i zamiast wyjaśniać tą sprawę drogą sądową lub innego rodzaju mediacjami, zaczyna pojawiać się w radiu, telewizji i prasie z oskarżeniami, uzasadnia je swoimi emocjami i innym zachowaniem tej osoby, dokonuje oceny i samosądu, wciąga w to inne osoby, które czują się podobnie. Podłapują to inne stacje i tytuły i przez chwilę wszyscy o tym trąbią, wydając własny werdykt i osąd, bez żadnego orzeczenia sądu lub innego rodzaju mediacji. W efekcie opinia tej osoby zostaje zbrukana, cały jej dorobek jest podważony i dalsza działalność zawodowa i publiczna mocno ograniczona.

Organizowanie tego typu samosądów internetowych jako metody na wyrażenie swoich podejrzeń napędzanych uczuciami, przeczy prawom na których leży porządek społeczny.

Każdy ma zagwarantowane prawo do sprawiedliwego procesu czy

prawo do ochrony dobrego imienia. Moim zdaniem w tego typu samosądach publicznych, te prawa są pogwałcone. Tłum nie jest sędzią, każdy z nas ulega zniekształceniom poznawczym, zwłaszcza gdy sprawę analizuje pobieżnie i po łebkach, opierając się na argumentach przedstawianych jako niezbite dowody, które w rzeczywistości są w dużej mierze zniekształceniami poznawczymi.

Organizowanie i powielanie tego typu samosądów ma realne i poważne konsekwencje dla osób, które doświadczą publicznego samosądu. Możemy powiedzieć, to tylko wiadomości na social media, kto by się tym przejmował. Kiedy jednak nie jest to jedna opinia jednej osoby, czy dwóch, tylko nagły nalot ocen, krytyki i unieważniania całej osoby i jej dorobku, a nie tylko jej pojedynczych działań (a do tego pcha nas zniekształcenie poznawcze wszystko albo nic) ze wszystkich stron, nawet najodporniejsza osoba ma poważny problem, by to przyjąć na klatę. Najotwarciej na ten temat powiedział chyba Filip Chajzer, który też doświadczył publicznego linczu w social mediach…

„Tylko moja rodzina i przyjaciele do tej pory wiedzieli na jakie dno ludzkiej psychiki spadłem. Terapia, leki. Poczucie własnej wartości na poziomie mułu. Strach przed wyjściem na ulice, Himalaje wysiłku żeby stanąć przed kamerą. Styczeń 2020 to tysiące komentarzy dziennie o tym, że powinienem się zabić, że jestem nic nie warty, że jakiś człowiek z jutuba ma rację. Nawet, kiedy wiesz, że nie możesz tego czytać to jest wszędzie. Zmasowany atak, który zniszczył mi soft. Do dziś go do końca nie poskładałem. Często słyszę, że nawet kiedy się uśmiecham zdradzają mnie oczy. I tak pewnie jest. To siedzi z tyłu głowy”

Filip Chajzer

I z tym was zostawię… 🙂 Napiszcie co myślicie, zapraszam do bliższego kontaktu ze mną na social mediach, wszędzie znajdziecie mnie pod nickiem @higienamyslenia

Autorem zdjęcia jest Jeremy Bezanger