Strona główna » Spis treści » Czy to coś złego dbać o siebie, kiedy za granicą trwa konflikt?

Czy to coś złego dbać o siebie, kiedy za granicą trwa konflikt?

W obliczu dziejącej się nieopodal tragedii ludzkiej możemy mieć wrażenie, że nie powinniśmy w takiej sytuacji dbać o siebie. Może nam się wydawać, że naszym obowiązkiem jest śledzenie tego co się dzieje i uczestniczenie w tej tragedii. Czy dozowanie sobie informacji i dokładanie starań, by doświadczać w tej sytuacji innych uczuć niż lęk i strach, to coś złego? Czy jest to ignorancja?

Uczucia lęku, niepokoju, złości, niedowierzania, żalu i niepewności są zupełnie normalne w tej sytuacji. Jednak odczuwanie ich w trybie chronicznym, przez cały dzień, nie jest korzystne. Nie możemy kontrolować tego, że czujemy lęk w odpowiedzi na informacje na temat wojny. Możemy jednak kontrolować bodźce, które nas otaczają, wybierając takie, które neutralizują lęk i dają nam przestrzeń do zregenerowania swoich zasobów.

Czemu służy uczucie lęku? Uczucie lęku służy sygnalizacji, że nasze bezpieczeństwo jest zagrożone. Pierwotne struktury mózgu, które odpowiadają za podstawowe emocje, nie widzą różnicy między zagrożeniem w postaci relacji medialnej z wojny, która toczy się kilkaset kilometrów od nas, a zagrożeniem w postaci czołgu, który widzimy na własne oczy na ulicy naszego miasta. Reakcja lękowa jest taka sama. Czy zatem trwanie w lęku, nasycanie się informacjami, które ten lęk pobudzają, pomaga w jakiś sposób zaatakowanym Ukraińcom? Czy pomaga naszym bliskim? Czy pomaga nam samym? Czy zwiększa nasze bezpieczeństwo?

Czy stworzenie sobie warunków, w których będzie możliwe odczuwanie, może nie radości, bo ciężko wyzwolić tą emocje w obliczu świadomości tragedii, która się rozgrywa, ale chociaż ograniczonego zadowolenia, spokoju, miłości czy wdzięczności jest czymś, co komuś szkodzi?

Wręcz przeciwnie. Zadbanie o siebie w ten sposób, zwiększa naszą odporność psychiczną, co jest korzystne nie tylko dla nas samych, dla naszych bliskich, ale nawet dla całego społeczeństwa. Długotrwały, może wręcz całodniowy, lęk, niepokój i przebodźcowanie niepokojącymi informacjami osłabia nas psychicznie. Osłabia nasz potencjał reagowania na realne bodźce i wyzwania dnia codziennego. Sprawia, że stajemy się bardziej podatni na manipulacje i dezinformacje, że reagujemy bardziej emocjonalnie i impulsywnie, jesteśmy bardziej podatni na wzniecanie paniki. Sprawia, że stajemy się bardziej nerwowi i nieobecni, na czym mogą cierpieć nasi bliscy.

Stworzenie sobie warunków, w których:

  • dawkujemy sobie dostęp do informacji na niepokojące tematy (np. szukamy tych informacji tylko 1, 2 czy 3 razy dziennie)
  • wybieramy ograniczoną ilość, rzetelnych źródeł informacji
  • znajdujemy czas na rzeczy, które wzmacniają nas psychicznie i pozwalają zregenerować siły
  • pielęgnujemy relacje z ważnymi dla nas osobami, jesteśmy obecni z nimi i tworzymy miejsce na uczucie miłości, a może nawet radości w relacji z nimi
  • pielęgnujemy w sobie uczucie miłości i nadziei, zamiast uczucia lęku i beznadziei

Nie jest niczym złym. Nie oznacza, że się wypieramy świadomości powagi tego co się dzieje na Ukrainie, nie oznacza to, że się oddzielamy od informacji, nie oznacza, że nie mamy szacunku dla cierpienia jakie tam się rozgrywa.

Mamy prawo chronić swój psychiczny dobrostan i dobrostan naszych bliskich. Mamy prawo dbać o siebie, nawet, a może zwłaszcza, w obliczu tak obciążających psychicznie okoliczności. Mamy prawo angażować się w rozrywkę, relaks, satysfakcjonujące, wspierające kontakty z innymi ludźmi zamiast nasycania się niepokojącymi doniesieniami z wojny w trybie „na żywo”. Nie sprawia to, że jesteśmy ani bardziej ani mniej w niebezpieczeństwie, ani nie sprawia to, że Ukraińcy są bardziej ani mniej w niebezpieczeństwie.

Lęk działa w taki sposób, że każe nam się zająć źródłem zagrożenia NATYCHMIAST i odłożyć wszystko inne na bok. Dlatego czujemy tak silny pociąg i potrzebę do śledzenia niepokojących informacji i zdobywania informacji na temat tego konfliktu. Do tego motywują nas najstarsze mechanizmy mózgu, służące przetrwaniu. Problem w tym, że wbrew temu co sądzą prastare mechanizmy w naszym mózgu, czytanie i obserwowanie newsów i opinii na ten temat nie jest zajmowaniem i neutralizowaniem źródła zagrożenia w obecnej sytuacji w jakiej się znajdujemy. W tym momencie, najrealniejszym dla nas źródłem zagrożenia jest sam lęk, który może narastać bez żadnej kontroli pod wpływem ostrzału niepokojącymi informacjami.

Nasza najważniejsza strefa wpływu to my sami tu i teraz. Nasza dalsza strefa wpływu to zgłaszanie podejrzanych, dezinformacyjnych treści, wspieranie finansowo lub medialnie organizacji, które organizują pomoc dla Ukrainy, wspieranie uchodźców, jeśli potrzebujemy, wyrażanie solidarności na demonstracjach itd. Mamy prawo się angażować w te działania, ale nie mamy takiego obowiązku.

Nie ma nic złego w interesowaniu się wojną, śledzeniu newsów, czytaniu i słuchaniu analiz. Warto jednak wiedzieć, że w każdym momencie można powiedzieć sobie dość, gdy czujemy się emocjonalnie przeciążeni, wrócić do tu i teraz i schronić się w chwili obecnej, która jest obfita, bezpieczna i oferuje nam przynajmniej kilka możliwości zadbania o siebie i odnowienia swoich zasobów psychicznych.

Nigdzie bowiem nie schroni się człowiek spokojniej i łatwiej, jak do duszy własnej, zwłaszcza ten, kto ma taką ustroń wewnętrzną, że się natychmiast zupełny znajdzie spokój, jeżeli w nią się wpatrzy. A nic innego nie nazywam spokojem, jak wewnętrzny ład. Jak najczęściej więc dostarczaj sam sobie tej ustroni i odświeżaj sam siebie. 

Marek Aureliusz