Strona główna » Spis treści » Cytaty Wojciech Eichelberger

Cytaty Wojciech Eichelberger

Wyłaniający się z popularnej interpretacji archetyp mężczyzny jest (…) upokarzający dla mężczyzn. Adam jawi nam się jako naiwny półgłówek, który najpierw dał się namówić na coś, o czym nie miał zielonego pojęcia, a potem jeszcze miał o to pretensje. Do dziś dnia ma pretensje i żyje złudzeniem, że jest pierworodnym dzieckiem Boga, które sprowadzono na złą drogę. W konsekwencji mężczyźni uzurpują sobie prawo do bycia boskimi namiestnikami i od wieków w imię Boga karzą, poniżają, kontrolują i eksploatują kobiety.

Wojciech Eichelberger, Kobieta bez winy i wstydu, Warszawa 1997

Mężczyzna i kobieta poszukują się w życiu i spotykają się po to, by się wzajemnie od siebie uczyć. Mężczyzna spotyka kobietę po to, żeby uczyć się od niej kobiecości, a kobieta spotyka mężczyznę po to, by uczyć się od niego męskości.

Wojciech Eichelberger, Kobieta bez winy i wstydu, Warszawa 1997

Mężczyzna jest często niedojrzały i nieszczęśliwy. Mimo to, jako „pierworodny syn Boga”, czuje się zwolniony z obowiązku pracy nad sobą, chętnie natomiast zabiera się do zmieniania świata i rządzenia, nie zauważając faktu, że nie jest nawet w stanie kontrolować własnej seksualności. Z drugiej strony drzemie w nim lęk i niepewność uzurpatora, domagającego się nieustannych pochwał i zaszczytów.

Odpowiedzialnością za seksualne zachowania mężczyzn obarczane są kobiety.

Wojciech Eichelberger, Kobieta bez winy i wstydu, Warszawa 1997

Z jakichś powodów, wbrew wszelkiej oczywistości, wygodnie nam wierzyć, że źródłem życia jest element męski, a źródłem śmierci element kobiecy.

Wojciech Eichelberger, Kobieta bez winy i wstydu, Warszawa 1997

Kobiety w naszej kulturze (a także w innych kulturach przesyconych represyjną, antykobiecą ideologią) rodzą się z poczuciem winy, doświadczając zarazem związanej z tym wielkiej potrzeby ekspiacji i kary. (…) Kobiety boją się brać odpowiedzialność za swoje potrzeby seksualne i karzą się za nie. Satysfakcja seksualna musi zostać okupiona karą lub być wynikiem przemocy.

Wojciech Eichelberger, Kobieta bez winy i wstydu, Warszawa 1997

Kobiety potrzebują takiego okresu w swoim dojrzałym życiu, w którym mogą pobyć wśród innych kobiet po to, aby pomagać sobie nawzajem w poszukiwaniu archetypu kobiecości. Wtedy dopiero pojawia się szansa na to, że mężczyzna w ich życiu nie stanie się ani znienawidzonym wybawicielem, ani upragnionym wrogiem.

Wojciech Eichelberger, Kobieta bez winy i wstydu, Warszawa 1997

Kobieta pogodzona ze sobą cieszy się, że jest kobietą, lubi siebie, swoje ciało, bez względu na to jak się ono ma do aktualnie obowiązujących standardów estetycznych i modowych. Piękna kobieta tak naprawdę nie interesuje się tym jak wygląda, nie patrzy w lustro. Jest kobietą wewnętrzną. Z kobietami, i w ogóle ze wszystkimi ludźmi, jest tak jak z drzewami. Tyle drzew, każde inne – dąb, brzoza, buk, osika czy sosna – i każde na swój sposób piękne.

Wojciech Eichelberger, Zatrzymaj się

Ogrom upokorzeń jakich kobiety doświadczają w swoim życiu, sprawia, że – po to, aby pozostać przy zdrowych zmysłach – muszą one odciąć się od swojego ciała, a tym samym od możliwości rzeczywistego doświadczania swojej duchowości. W ten sposób ciało kobiety, zamiast stać się naczyniem Boga, przestaje być czyjąkolwiek własnością. Należy do wszystkich i do nikogo.

Wojciech Eichelberger, Kobieta bez winy i wstydu, Warszawa 1997

… pamiętajmy, że kobieta, zanim stanie się kobietą, długo jest dziewczynką, a dziewczynka powinna być cicha, grzeczna, miła i słodka. I pamiętać, że złość piękności szkodzi. Powinna mówić cichutko i cieniutko, a najlepiej wcale.

Dziewczynka powinna ustępować, oddawać, ulegać, służyć, wyręczać, opiekować się, na nic się nie skarżyć i cieszyć się, że żyje. Powinna być lekka i zwiewna jak mgiełka, poruszać się na paluszkach bezszelestnie jak motylek. Powinna być czyściutka i bielutka. Niczego brudnego nie dotykać, nie pocić się i nie wydzielać żadnego naturalnego zapachu. Oczywiście, nie powinna się niczego brzydzić, a jeśli się brzydzi, nie powinna tego pokazywać.

Od najwcześniejszych lat winna jest pasjonować się proszkami do prania, wybielaczami, środkami czyszczącymi i bakteriobójczymi, a nade wszystko dezodorantami. Powinna marzyć o tym, że jak będzie duża, to wystąpi być może w telewizyjnej reklamie jakiegoś superproszku, po którym pranie będzie jeszcze bielsze niż dotąd.

Dziewczynka powinna być jak ptaszek, pić jak ptaszek i wydalać jak ptaszek. A najlepiej wcale. Umiejętność siedzenia godzinami na przepełnionym do granic możliwości pęcherzu moczowym to podstawowe wyposażenie na dalszą drogę kobiecego życia.

… dziewczynka, gdy stanie się kobietą, będzie wiedziała, jak poruszać się w świecie. A w szczególności zrozumie, że gdy ją boli, to tak naprawdę jej nie boli. Gdy jej się chce, to tak naprawdę jej się nie chce, a gdy nie chce, to właśnie chce. Gdy płacze, to histeryzuje i jest niewdzięczna. Gdy się na coś nie zgadza, to jest wredna i cyniczna. Gdy się cieszy, to się wygłupia lub jest pijana. Gdy chce ładnie wyglądać, to się mizdrzy, a gdy kimś się zainteresuje, to się puszcza. Gdy się wstydzi to jest głupia, a gdy się nie wstydzi, to jest bezwstydna. Gdy się przy czymś upiera, to przesadza, a gdy się nie upiera, to nie wie czego chce. Jak kocha, to jest naiwna, a jak nie kocha to jest zimna. Gdy ma ochotę na seks, to jest suką, a gdy nie ma ochoty na seks, to też jest suką.

Wojciech Eichelberger

Śmiejcie się kobiety za młodu i zawczasu. Śmiejcie się nawet wtedy, gdy już za późno. Tym bardziej, na przekór, mimo wszystko. Głośno, szczerze i niskim głosem. Śmiech to ratunek dla przepony i wszystkiego co się z nią wiąże. To najskuteczniejsza profilaktyka i najtańsze leczenie. Nie dajcie się zwariować. Radość przyciąga radość.

Więc tańczcie, śpiewajcie, rechoczcie i ryczcie do rozpuku. Tarzajcie się, pękajcie i sikajcie. Niech wam przepona furkocze jak bojowy sztandar na wietrze i niech wam się brzuchy trzęsą jak szalone. Świat będzie od tego lepszy.

Wojciech Eichelberger

Wojciech Eichelberger o patriarchacie:

Oddzielenie życia od umierania nastąpiło przypuszczalnie w momencie, w którym dominującą rolę w tworzeniu religijnego przekazu uzyskali mężczyźni, z natury rzeczy oddzieleni od tajemniczego, wyłącznie kobiecego doświadczenia dawania życia i dawania śmierci. Wtedy też zapewne zaczął się tworzyć naiwny, wyidealizowany stereotyp matki, zainteresowanej wyłącznie podtrzymywaniem każdego indywidualnego życia.

Takie rozumienie matki wynika z lęku przed śmiercią i ukazuje naszą niezgodę na przyjęcie umierania jako matczynego daru tożsamego i jednoczesnego z darem życia.

Wojciech Eichelberger, Kobieta bez winy i wstydu, Warszawa 1997

O macierzyństwie:

Macierzyństwo instynktowne – czyli dziecko za wszelką cenę. Czasami ta potrzeba jest tak silna, że staje się nieważne z kim, gdzie i za co. Przeszkody i niedostatki są wynagradzane faktem posiadania dziecka.

Macierzyństwo wywalczone – czyli rodzenie dziecka wbrew biologicznym ograniczeniom dzięki pomocy medycyny.

Jego przeciwieństwo to macierzyństwo utracone, niespełnione na skutek biologicznych ograniczeń, błędów w sztuce medycznej, wypadków, niemożności znalezienia partnera. Takie sytuacje prowadzą czasem do macierzyństwa zastępczego – opieka nad dziećmi osieroconymi lub porzuconymi.

Jest też macierzyństwo zaprzeczone – z braku pozytywnych wzorów, z powodu własnego zbyt trudnego dzieciństwa instynkt zostaje wyparty. W jego miejsce może się pojawić niechęć do posiadania dzieci.

Macierzyństwo wymuszone – bywa skutkiem gwałtu (także małżeńskiego), niefrasobliwości, nieznajomości antykoncepcji, czasem spowodowane jest brakiem możliwości przeprowadzenia legalnej aborcji.

Macierzyństwo konformistyczne bierze się z obawy przed wyróżnianiem się z otoczenia, z potrzeby upodobnienia się do większości.

Macierzyństwo pragmatyczne – traktowane jako sposób zapewnienia sobie ekonomicznego bezpieczeństwa, zabezpieczenia na starość, uzyskania cieszącego się szacunkiem statusu matki itp., a także zespolenia rodziny i przywiązania mężczyzny.

Macierzyństwo ideologiczne – w imię wyższych idei, takich jak: prawo natury, nakaz boski, dobro narodu, interes grupy etnicznej czy religijnej.

Macierzyństwo romantyczne – z chęci obdarowania potomstwem ukochanego mężczyzny.

Macierzyństwo egzystencjonalne – z potrzeby nadania sensu i znaczenia swojemu życiu.

Macierzyństwo transcendentalne – z potrzeby osobistego i bezpośredniego uczestniczenia w tajemniczym misterium stworzenia i doświadczenia w kontakcie z dzieckiem transcendentalnego wymiaru miłości. (Urodzenie dzieci bywa okazją do takich doświadczeń, ale nie jest okazują jedyną).

Macierzyństwo poświęcone – świadoma i trudna rezygnacja z dzieci w imię wyższych celów religijnych, społecznych, a także w imię realizowania własnego talentu, pasji czy kariery zawodowej.

Wojciech Eichelberger

Cnota jest tam, gdzie jest wybór. Jeśli macierzyństwo ma być cnotą, nie może być w żaden sposób wymuszane. Każda matka powinna mieć możliwość wyboru i decyzji. Z drugiej zaś strony trzeba czynić wszystko, co możliwe, aby matki nie musiały wybierać śmierci swoich dzieci.

Wojciech Eichelberger, Kobieta bez winy i wstydu, Warszawa 1997

Bycie matką to przede wszystkim trudny i odpowiedzialny zawód. Praca wykonywana przez znaczą część kobiet z większą lub mniejszą wprawą, zaangażowaniem i satysfakcją. Jak każda inna praca, daje okazję do wzlotów i upadków. Sama przez się nikogo nie nobilituje.

Wojciech Eichelberger

Straszny to widok: poprzebierani w szaty obrońców życia i wyższych wartości mężczyźni błądzą spokojnie w ciemnościach pychy i ignorancji, zaś upokorzona kobieta, która nienawidzi własnego ciała, jest być może zdolna do biologicznej prokreacji, ale często niezdolna do macierzyństwa w prawdziwym tego słowa znaczeniu. Nierzadko skrycie nienawidzi swoich dzieci i w świadomym lub nieświadomym akcie zemsty czyni je psychicznymi kalekami. Wbrew temu, w co chcą wierzyć mężczyźni, kobieta nie jest wyłącznie istotą instynktowną. Sam instynkt macierzyński, jeśli się obudzi, wystarczyć może na zaledwie kilka miesięcy życia dziecka. Potem proces wychowawczy zaczyna zależeć wyłącznie od stopnia dojrzałości świadomości i psychiki matki.

Wojciech Eichelberger, Kobieta bez winy i wstydu, Warszawa 1997

Wojciech Eichelberger o patriarchacie i o aborcji:

Najważniejszą konsekwencją patriarchalnego okrojenia archetypu matki w naszych obyczajach i kulturze jest to, że kobieta-matka została pozbawiona odpowiedzialności za życie. Odpowiada za nie męski Bóg-Ojciec – Stwórca.

Można to zobaczyć, śledząc dyskusje wokół ustaw antyaborcyjnych. Podział ról w dramacie jest następujący: mężczyźni czynią się odpowiedzialnymi za życie i widzą swoją misję w powstrzymywaniu zbrodniczych zapędów kobiet wobec życia, czują się powołani do tego, aby powstrzymywać złowrogą i niezrozumiałą kobiecą potrzebę zabijania własnych dzieci. W rezultacie odpowiedzialność kobiet za życie sprowadza się do rodzenia ile się da, bez szemrania i oglądania się na okoliczności. A później wspaniali mężczyźni – obrońcy życia – urządzą jakąś wojnę i wszyscy się pozabijają.

Wojciech Eichelberger, Kobieta bez winy i wstydu, Warszawa 1997

Przy okazji dyskusji o aborcji kobiety stały się raz jeszcze istotami podejrzewanymi o najgorsze. Najwyraźniej przejawia się to w tych zapędach ustawodawczych, które zmierzają do wymuszenia macierzyństwa bez względu na okoliczności. Ileż męskiej pychy, agresji i okrucieństwa kryje się za próbami stanowienia prawa zmuszającego kobietę do rodzenia dzieci, także tych poczętych w wyniku przemocy czy kazirodztwa.

Przecież to dla człowieka skrajne upokorzenie – nie móc decydować o własnym ciele i o własnych losach. Jaki mężczyzna zniósłby sytuację, w której odebrano by mu prawo do własnego ciała i pod groźbą kary zmuszono, na przykład, do dzielenia się swoimi organami wewnętrznymi dla ratowania życia innym?

Wojciech Eichelberger, Kobieta bez winy i wstydu, Warszawa 1997

Jeśli mężczyźni nauczą się kontrolować swoją seksualność, naprawdę wezmą odpowiedzialność za swój udział w powoływaniu dzieci na świat, zaprzestaną używania i gwałcenia kobiet, jeśli zagwarantują matkom i dzieciom czystą ziemię i bezpieczną przyszłość, jeśli otoczą je szacunkiem i miłością – to w sprawie ochrony życia zrobią wszystko, co do nich należy, i nie powinni robić już nic więcej.

Wojciech Eichelberger, Kobieta bez winy i wstydu, Warszawa 1997

Cytaty Wojciecha Eichelbergera o kobiecej seksualności:

Matka uczy córkę kobiecości własnym przykładem – tym, w jaki sposób sama traktuje swoją płeć i seksualność. Córka tym nasiąka od zarania swojego życia.

Wojciech Eichelberger

Nasza Matka jest wyłącznie opiekuńcza, ciepła, dobra i bezradna. Podlega męskim bogom, sama stworzona przez Boga-Ojca, pozbawiona więc swojej Bogini-Matki i wszelkiej mocy sprawczej, może się jedynie wstawiać za nami u wszechmogących mężczyzn. (…) My chcemy takiej matki. Upokorzonej i podporządkowanej. Słodkiej i dobrej, która przeprasza za to, że żyje.

(…) Jeśli chcemy, żeby ustała wojna płci, jeśli chcemy stworzyć szansę na harmonię i spokój, to powinniśmy kobiecie-matce przywrócić należną jej rangę. Pojmować ją jako immanentny i równoprawny przejaw boskości i otaczać szacunkiem.

Wojciech Eichelberger, Kobieta bez winy i wstydu, Warszawa 1997

Wojciech Eichelberger o relacji matka-córka:

Wiele córek marnuje czas i energię na to, by zmienić swoje matki; sprawić, aby wreszcie poczuły się zdrowe i szczęśliwe. To się nigdy nie uda. Szkoda życia. Żadna córka nie jest w stanie zbawić swojej matki. Człowiek może zbawić się tylko sam. Trzeba pracować nad tym, aby destrukcyjne komunikaty nie raniły, żeby nie czuć się winną, nie dać sobie wmówić odpowiedzialności za nieszczęścia matki.

Wojciech Eichelberger, Zatrzymaj się

Relacja matka-córka jest jedyna w swoim rodzaju. Kobieta rodzi kobietę, daje życie istocie tej samej płci.

Wojciech Eichelberger

Uniezależnić się od matki to na pewno nie znaczy zapomnieć o niej, odciąć się albo znienawidzić. To znaczy być osobą niezależną, autonomiczną, która nie musi przed nikim uciekać ani za nikim gonić i kontroluje swoje granice.

Wojciech Eichelberger

Okres emocjonalnej separacji od matki powinien całkowicie się zakończyć w wieku 16-18 lat, a przecież czasem nie kończy się nigdy. Kobiety muszą ustawić granice, wiedzieć, co w ich relacjach z matkami jest możliwe, a co nie. Odpowiedzieć sobie na pytanie: „na czym polega odpowiedzialność moja, a na czym polega odpowiedzialność mojej matki”. Jeśli jesteśmy uwikłani w robienie tego, co niemożliwe, to tkwimy w sytuacji ofiary.

Wojciech Eichelberger, Zatrzymaj się

… kiedyś, dawno, dawno temu przerwany został łańcuch przekazu pozytywnego wzorca kobiecości. Dlatego tak rzadko matka jest w stanie nauczyć córkę bycia kobietą i przekazać jej poczucie godności, radości, autonomii, przyrodzone tej formie istnienia na równi z formą istnienia zwaną mężczyzną. Dlatego tak rzadko córka może usłyszeć od matki, że jest dla niej ważniejsza od „niego”, a przynajmniej tak samo ważna, kimkolwiek byłby ten „on” – bratem, ojcem, mężem, kochankiem czy nawet patriarchalnym Bogiem. Tak rzadko doświadcza matczynej lojalności i solidarności.

Wojciech Eichelberger, Kobieta bez winy i wstydu, Warszawa 1997

Matka, która w dzieciństwie nie czuła się kochana przez swoją matkę, teraz uzależnia córkę, aby poczuć się wreszcie ważną i kochaną przez jakąś kobietę. W miarę dorastania córki matka zamienia się z nią rolami. Jak najszybciej zdejmuje córkę ze swoich kolan i stara się usadowić na jej kolanach. Córka ugina się pod ciężarem najintymniejszych zwierzeń matki, staje się bezradną powiernicą jej wszystkich dramatów i kłopotów.

Wojciech Eichelberger

Indianie amerykańscy mają piękny obyczaj. Gdy córka dostanie pierwszej miesiączki, cała wspólnota uczestniczy w ceremonii, na której zakończenie córka słyszy od matki: „Od tej chwili już nie jesteś moją córką, jesteś moją siostrą”. To samo dzieje się pomiędzy ojcem, a synem, gdy syn dojrzeje seksualnie. Po pierwszych polucjach przechodzi trudną próbę odosobnienia i samodzielności, na zakończenie której słyszy od ojca: „Od tej chwili już nie jesteś moim synem, jesteś moim bratem”.

Wojciech Eichelberger, Mężczyzna też człowiek

Cytaty o nadopiekuńczości:

Nadopiekuńcza matka wie lepiej od córki, kiedy ta jest głodna, czy jest jej zimno, czy ciepło. Wie, co się jej dziecku podoba, czy ono czuje się dobrze, czy źle, czy czegoś chce, czy nie. I córka zaczyna wątpić w siebie. W to, co czuje, czego pragnie, i w to, co myśli. W starciu ze światem dorastająca córka jest zagubiona i bezradna – a więc mama miała rację. Nie rozumie, dlaczego jej trudno żyć, choć miała tak kochającą, opiekuńczą mamę. Będzie się trzymać matki do końca życia. Istotą symbiotycznego związku jest niemożliwość życia poza nim. Nawet myśl o tym, budzi lęk.

Wojciech Eichelberger

Za nadopiekuńczością kryje się zawsze bardzo dyskwalifikujący przekaz – „nie ufam ci, nie poradzisz sobie, zbłądzisz, nie jesteś w stanie panować nad sobą”.

Wojciech Eichelberger

Gdy mamy nadopiekuńczą mamę, będziemy bali się dojrzałych, samodzielnych kobiet. Może się zdarzyć, że na zawsze pozostaniemy chłopcem, bojącym się świata, bojącym się podejmować ryzyko i sięgać po wolność. Możliwe, że będziemy szarżować i szpanować, by pokazać sobie i wszystkim naokoło, jacy jesteśmy dzielni. Najprawdopodobniej jednak zapożyczone od matki przekonanie, że jesteśmy słabi, podatni na zranienia i choroby, utrudni nam bardzo wykorzystywanie naszych możliwości fizycznych i umysłowych. (…) Będziemy szukać wśród kobiet drugiej mamy, popadać w zależność od kobiet opiekuńczych, nie stymulujących nas do dojrzewania i seksualnie zahamowanych.

Wojciech Eichelberger, Zdradzony przez ojca, Warszawa 1998

Bardzo wiele matek w relacjach ze swoimi dziećmi kieruje się zasadą powinności, zamiast zasadą miłości. Miłość jest znacznie lepszym sposobem na bycie z dziećmi, ponieważ daje zarówno im, jak i nam wolność. Relacje z ludźmi oparte na poczuciu winy nigdy dobrze się nie kończą. Dopiero wtedy gdy poczujemy, że jesteśmy w porządku, że jesteśmy niewinni, możemy otworzyć się na miłość. (…) Gdy kochamy nasze dzieci robimy to co jest możliwe, a niemożliwe odpuszczamy bez poczucia winy. Dbamy także o siebie, uczymy dzieci, że my również mamy prawo do odpoczynku. Mama leży na kanapie, a dzieci zajmują się sobą – to jest w porządku.

Wojciech Eichelberger, Zatrzymaj się

Wojciech Eichelberger o kobiecości i dziewczęcości

Doświadczanie własnego ciała przez dziewczynkę, a później kobietę, powinno łączyć się z uczuciem szacunku, radości i dumy. Bardzo ważne jest – na przykład – by dziewczynki, które po raz pierwszy w życiu dostają miesiączkę, miały okazję do przeżycia tego wydarzenia jako swoistej nobilitacji, czegoś ważnego i pozytywnego, co wprowadza je w dorosłość. Niestety pierwsza miesiączka jest zazwyczaj przeżywana negatywnie, jako pobrudzenie oraz rodzące się niebezpieczeństwo zajścia w ciążę i macierzyńskiego męczeństwa.

Wojciech Eichelberger, Zatrzymaj się

Wojciech Eichelberger o mężczyznach:

… nadopiekuńcza Matka Polka, których u nas tak wiele, chroniąc synka przed groźnym światem, wychowa niedojrzałego mężczyznę, który gdy już dorośnie, będzie oczekiwał od kobiet, że się zaopiekują nim i zdejmą mu z barków wszelkie kłopoty. Za bycie grzecznym synkiem mamusi jako mężczyzna zapłaci tym, że będzie dzieckiem własnej żony.

Wojciech Eichelberger, Mężczyzna też człowiek

Statystyczny mężczyzna nie jest w stanie przeżywać seksu jako doświadczenia duchowego. To wymaga pracy nad sobą. Jeśli mężczyźni nie podejmą tego trudu, trudno im będzie zrozumieć i zaakceptować autentyczną duchowość kobiety i prędzej czy później będziemy mieli kolejne polowanie na czarownice.

Wojciech Eichelberger, Kobieta bez winy i wstydu, Warszawa 1997

Jako młodzi chłopcy przeczuwamy, że aby stać się wojownikiem i wyjść z kręgu matczynej opieki, trzeba wykazać się dzielnością. Niestety, nazbyt często przybiera to formy pokraczne i żałosne. Na przykład w wieku lat siedmiu czy ośmiu zaczynamy palić papierosy czy pić alkohol. Potem przez resztę życia nasze wyścigi polegają na tym kto więcej wypali albo więcej wypije, a mimo to się nie przewróci, albo kto szybko wytrzeźwieje, albo kogo mniej boli głowa. Może być też odwrotnie: kogo bardziej boli głowa, kto jest bardziej zatruty. „Ile potrafię wypić, ile potrafię wypalić dziennie papierosów, ile nie spać albo ile pracować bez odpoczynku”. Czerpiemy z takich wyczynów poczucie siły, dumy i przewagi nad innymi. W końcu umieramy na zawał przed czterdziestką, ale przynajmniej na polu chwały.

Wojciech Eichelberger, Zdradzony przez ojca, Warszawa 1998

Bywamy często bezradni, bo brakuje nam dobrych wzorców uczestniczenia w życiu rodzinnym. Niestety ojciec na ogół nie jest ani dobrym modelem mężczyzny, ani ojca. Ucieka w pracę, nałogi, jest nieobecny, nie rozmawia z synem o sprawach naprawdę ważnych, z matką albo się ciągle awanturuje, albo jest wobec niej nadmiernie uległy, niedojrzały, mało partnerski. Ale ojciec – czy tego chce, czy nie – zawsze jest dla syna wzorem i pozostaje nim także wtedy, gdy syn odrzuca ojcowski wzorzec.

Wojciech Eichelberger, Mężczyzna też człowiek

Praca nie wymaga szczególnej dojrzałości emocjonalnej. To sytuacja intelektualnie i emocjonalnie dość łatwa do ogarnięcia. W pracy reguły są jasne, wiadomo, za co są pochwały, za co nagany, za co premie. W gruncie rzeczy praca przypomina szkołę. Zupełnie czym innym są złożone, trudne sytuacje międzyludzkich więzi, silnych uczuć, emocji oraz odpowiedzialności za wychowanie dzieci i za atmosferę w domu. W rodzinie najcenniejszym dobrem jest obecność i uczuciowe zaangażowanie.

Wojciech Eichelberger, Mężczyzna też człowiek

Mój przyjaciel z dawnych lat, gdy porzucił wspinanie się po skałach, powiedział: „W pewnym momencie wspinanie się na górę staje się czymś łatwiejszym niż życie na nizinach, a z pewnością łatwiejszym niż spotkanie z kobietą i założenie rodziny. Ponieważ zawsze chciałem robić to, co trudniejsze, przestaję się wspinać i zakładam rodzinę.

Wojciech Eichelberger, Zdradzony przez ojca, Warszawa 1998

O relacji ojca z synem

Syn często zaczyna się zachowywać według scenariusza „na złość ojcu odmrożę sobie uszy”, czyli budować swoją tożsamość na zasadzie negacji ojca, negacji naszego sposobu na życie. Kończy się tym, że dryfuje w kierunku grup antysocjalnych, kibiców, gangów czy innych grup rówieśniczych, przy pomocy których próbuje sobie stworzyć substytut prawdziwego obcowania z ojcem. Chce doświadczyć nigdy wcześniej nie zaznanego poczucie wzajemnego wsparcia, lojalności, jasnych wymagań, norm i wspólnoty, dowiedzieć się ile jest wart.

Wojciech Eichelberger, Zdradzony przez ojca, Warszawa 1998

Ojciec, który był w dzieciństwie upokarzany i poniewierany, demonstruje przed nami swoją siłę i przewagę. Nie przepuszcza żadnej okazji, żeby pokazać, że jest lepszy. Nieświadomie dąży do tego, by naszym udziałem stały się uczucia, które on sam przeżywał, gdy był dzieckiem. Dlatego odczuwa satysfakcję, gdy doprowadza nas do płaczu czy zawstydzenia, kiedy nas wyśmiewa, pokonuje, kompromituje. Przez lata takiego traktowania w naszej psychice postępuje korozja poczucia wartości i szacunku dla nas samych. Kumuluje się ogromna ilość agresji i gniewu.

Wojciech Eichelberger, Zdradzony przez ojca, Warszawa 1998

Niektórzy z nas postanawiają, że nigdy nie będą tacy jak ojciec. Odcinamy się od swojej agresywności, ponieważ agresywność w każdej postaci kojarzy nam się z ojcem. Tworzymy iluzję, że jesteśmy dobrym człowiekiem, który nigdy się nie gniewa. W rezultacie nie potrafimy stawiać granic, kiedy trzeba, ani zachowywać się adekwatnie w sytuacjach wymagających zdecydowanej, czasami agresywnej reakcji.

Wojciech Eichelberger, Zdradzony przez ojca, Warszawa 1998

Bywa tak, że ojciec nie czuje się związany z matką. Wtedy, wyznaczając nam rolę „synka mamusi”, jednocześnie deleguje nas do tego, abyśmy się matką zajęli, poniekąd go zastąpili. Może za tym stać poczucie winy wobec niej. Jakby mówił wtedy: „Wiesz, wprawdzie ja się tobą specjalnie nie interesuję, moja droga, ale daję ci synka, on na pewno będzie Cię kochał”. No i zostajemy rzuceni mamie na pożarcie.

Wojciech Eichelberger, Zdradzony przez ojca, Warszawa 1998

Jako ojcowie robimy wielki błąd, odmawiając synom kontaktu fizycznego. Często postępujemy tak ze strachu przed własnym podejrzeniem o nieświadomy homoseksualizm. Bierze się ono z niezaspokojonego pragnienia bliskości z naszym ojcem. Im większe jest to pragnienie, tym bardziej nas niepokoi i tym dalej odsuwamy syna. Nie rozumiemy, czego od nas chce. Nikt nam nie powiedział, że to naturalne i zdrowe chcieć przytulić się do ojca.

Wojciech Eichelberger, Zdradzony przez ojca, Warszawa 1998

Na ogół syn widzi nas, gdy przychodzimy z pracy wymęczeni i rzucamy na stół pieniądze. Dla syna nie ma takich pieniędzy, które by mu wynagrodziły naszą nieobecność.

Wojciech Eichelberger, Zdradzony przez ojca, Warszawa 1998

O relacjach damsko-męskich i miłości

Oto obraz najczęściej w naszych czasach spotykanego związku kobiety i mężczyzny. Dwoje małych dzieci, przebranych za dorosłych, walczy zażarcie o to, kto komu siądzie na kolanach. Obolali, rozgoryczeni i zalęknieni, szukamy schronienia w samotności, osładzanej od czasu do czasu płatną miłością.

Wojciech Eichelberger, Zdradzony przez ojca, Warszawa 1998

O relacjach z dziećmi, wychowaniu i rodzicielstwie

Dzieci mają prawo wyrażać prawdziwe uczucia i wymagania wobec rodziców – bo to jest właśnie wyraz szacunku. I vice versa. Jeśli kogoś szanuję, wymagam od niego, rozmawiam z nim i mówię mu także trudne rzeczy, a nie udaję, że wszystko jest porządku.

Wojciech Eichelberger

Rodzicielstwo nie jest straconym czasem i nie jest żadnym poświęceniem. Może być ono dobrowolną i pogodną rezygnacją z neurotycznej części siebie, z własnych lęków, obsesji, gonitwy. Pamiętajmy też o tym, że w relacji z dziećmi wprawdzie dużo się daje, ale i ogromnie dużo dostaje w zamian.

Wojciech Eichelberger

Każdy rodzic musi sobie odpowiedzieć na pytanie, czy chce wychować dziecko grzeczne, czy mądre. Bo dziecko, które udało się spacyfikować kontrolą, które robi to co mu autorytarny rodzic każe, i siedzi cicho, w przyszłości na sto procent będzie niemądrym, nieszczęśliwym dorosłym.

Wojciech Eichelberger, Dobra miłość. Co robić, by nasze dzieci miały udane życie

Przez pierwszy rok życia dziecka nie mowy o wymaganiu jakiejkolwiek dyscypliny ani przystosowywaniu dziecka do reguł życia społecznego. Niemowlę nie jest istotą, od której można czegokolwiek wymagać. Trzeba natomiast jak najszybciej zaspokajać jego wszystkie potrzeby. Wtedy powstanie człowiek wyposażony w zdrowy rdzeń, zdolny do rozwoju, z silnym poczuciem bezpieczeństwa, własnej wartości i autonomii.

Wojciech Eichelberger, Dobra miłość. Co robić, by nasze dzieci miały udane życie

To czym dziecko nasiąka w domu przez pierwsze lata swojego życia, ma decydujący wpływ na jego system wartości, zdrowie, możliwości twórcze, inteligencję emocjonalną, zdolność do nawiązywania trwałych i konstruktywnych więzi z innymi ludźmi – jednym słowem, na to, kim będzie jako dorosły człowiek. Ma to też swój konkretny wymiar ekonomiczny, Im lepiej i mądrzej wychowane dzieci, tym mniej kłopotów przysparzają w późniejszym życiu.

Wojciech Eichelberger

Rytm potrzeb dziecka powinien być uszanowany, bez względu na niewygodę rodziców. A więc trzeba je karmić wtedy, kiedy ono chce jeść, ubierać tak, żeby było mu wygodnie, nie trzymać w osobnym pokoju, tylko delikatnie włączać w życie rodziny, w klimat tego, co dzieje się wokół niego, nie brzydzić się jego odchodami – traktować je naturalnie i otwarcie, jak każdą sprawę dotyczącą życiowych potrzeb. Odpowiadać na płacz dziecka.

Wojciech Eichelberger, Jak wychować szczęśliwe dzieci

Dziadkowie są często bardzo zachłanni na wnuki. Próbują je zagarnąć emocjonalnie. W zdobywaniu względów wnuków często posługują się metodą dewaluowania rodziców. Rozgrywają niedokończone sprawy ze swoimi dorosłymi dziećmi w sercach i umysłach wnuków.

Rodzice nie powinni na to pozwalać. Dla ich dziecka oglądanie tego, jak tatuś czy mamusia nie potrafią sobie emocjonalnie poradzić ze swoimi rodzicami, jak dają się upokarzać „dla świętego spokoju”, jest raniące. I podważa rodzicielski autorytet. Dlatego emocjonalne uniezależnienie się od własnych rodziców uważam za jeden z podstawowych obowiązków.

Wojciech Eichelberger, Dobra miłość. Co robić, by nasze dzieci miały udane życie

Jeśli chcemy pomóc naszym dzieciom pomóżmy sobie. W przeciwnym razie życie naszych dzieci stanie się terenem zastępczej rozgrywki, zastępczym polem bitwy z naszym własnym lękiem, z naszymi nie rozwiązanymi problemami. Z tym wszystkim, co jest w nas nieświadome, wyparte, za co nie jesteśmy w stanie wziąć odpowiedzialności w naszym życiu.

Wojciech Eichelberger, Jak wychować szczęśliwe dzieci

Dziecku można dać tyle przestrzeni i wolności ile mamy jej w sobie. Każde wewnętrzne ograniczenie, które uda nam się przekroczyć, jest prezentem dla naszego dziecka, darem serca.

Wojciech Eichelberger, Jak wychować szczęśliwe dzieci

Niskie poczucie własnej wartości to poważny problem wielu ludzi i nic nie wskazuje na to, że będzie lepiej – w naszych rodzinach jest coraz mniej miłości. W stosunku rodziców do dzieci często brakuje elementarnego szacunku, są traktowane jak własność, jak przedmiot, są kłopotem z którym trzeba coś zrobić.

Wojciech Eichelberger, Zatrzymaj się

Gdy zabieramy się do wychowywania dzieci, najpierw musimy w sobie odkryć to, co psychologowie nazywają naszym wewnętrznym dzieckiem. Musimy je odkryć, odchuchać, zatroszczyć się o nie. Jeśli tego nie zrobimy, nieuchronnie będziemy przenosić na dzieci własne doświadczenia z dzieciństwa. Innymi słowy: będziemy traktować dzieci tak samo, jak nas traktowano. Nawet jeśli nasze intencje będą zupełnie inne.

Wojciech Eichelberger, Jak wychować szczęśliwe dzieci

Częstym nawykiem rodziców, wyniesionym z ichj własnych dziecięcych doświadczeń, jest karanie pracą. Za karę pozmywasz, za karę posprzątasz… To wytwarza negatywny stosunek do pracy. Robienie czegoś przestaje być przyjemnością i radością, zostaje na zawsze obciążone odium kary. Jedyną przyjemnością staje się wtedy nierobienie niczego.

Wojciech Eichelberger, Jak wychować szczęśliwe dzieci

Dzieci kochane kochają i czują wdzięczność, bo wdzięczność jest formą miłości. Od swoich rodziców uciekają dzieci „używane”. I trudno mieć do nich pretensje, że się ratują ucieczką.

Wojciech Eichelberger, Dobra miłość. Co robić, by nasze dzieci miały udane życie

Pamiętajmy, że tępiąc naturalny, dziecięcy instynkt walczenia o swoje, nie wychowujemy mądrych, moralnych dzieci, tylko dzieci przerażone, podporządkowane i bezbronne.

Wojciech Eichelberger, Dobra miłość. Co robić, by nasze dzieci miały udane życie

Nadopiekuńczość nie jest miłością. To nieświadoma, wroga manipulacja w celu uzależnienia dziecka od siebie.

Wojciech Eichelberger, Mężczyzna też człowiek

Ci z nas, którzy nie dostali ciepła i miłości w dzieciństwie, pytają często: Skąd mam wziąć to, czego inni luzie ode mnie potrzebują, skoro tego nie dostałem? Mówią: Nie potrafię dać dzieciom miłości, bo mi nikt jej nie dał. Ale to tylko pozór prawdy. Każdy z nas, nawet jeśli niczego nie dostał, gdy sięgnie głęboko w siebie, odkryje, że ma bardzo dużo do dania. Jest takie miejsce w nas, które nazywa się sercem, i można z niego czerpać do woli. Im więcej się z niego daje, tym więcej jest do dania.

Wojciech Eichelberger, Siedem boskich pomyłek