Strona główna » Spis treści » Intymne podsumowanie roku 2020

Intymne podsumowanie roku 2020

Rok 2020 był dla mnie mimo wszystko pozytywnym rokiem :). Na początku roku urodził się mój syn, a zarazem drugie dziecko. Niedługo później zaczęłam mocno się niepokoić tematem pandemii w Chinach i wraz z postępowaniem pandemii na cały świat przeżyłam chyba najmroczniejsze i najgłębsze zejście w „cień” swojej osobowości, dzięki czemu musiałam się z nim zmierzyć i nie mogłam go dłużej ignorować.

Pandemia, lockdown w połączeniu z byciem świeżo po porodzie zaowocowały depresją, jednak trochę inną niż poprzednie epizody, których doświadczam od wczesnych lat nastoletnich (od 13 rż). Tym razem była to dopresja z bardzo mocnym rysem nerwicy lękowej, a mniej z poczuciem beznadziei.

Depresja, nerwica lękowa, edukacja emocjonalna

Stany lękowe przez jakie przechodziłam były naprawdę głębokie, niesymetryczne do sytuacji i trudne do zniesienia, jednak dzięki temu nie mogłam już dłużej ignorować, że mam silny rys lękowy w swojej osobowości i bardzo często doświadczam lęku. Nie mogłam tego ignorować, ponieważ stany lękowe, które kiedyś można by porównać do nastroszonego kota, który zawsze jest gdzieś w pobliżu i do którego obecności sie przyzwyczaiłam, urosły do rozmiarów wielkiego słonia, który nie zostawia zbyt wiele przestrzeni na życie.

Dzięki temu miałam motywację, by się wyedukować na temat emocji i eksplorować swój własny świat emocjonalny. Mierzyłam się z takimi emocjami jak strach, bezsilność, bezradność, złość, frustracja, wściekłość, furia, które wcześniej po prostu wypierałam i odcinałam od siebie. Tylko w nielicznych wypadkach te emocje docierały do mnie i wtedy zwykle w przerysowany i nieadekwatnym wymiarze wobec rzeczywistej sytuacji.

Dzięki zmierzeniu się z emocjonalną i trudną do zaakceptowania częścią mnie, mam w sobie więcej przestrzeni i spokoju na codzień. Czuję się bardziej zintegrowana, stłumione, mroczne, siły wewnętrzne nie miotają mną na prawo i lewo w tak dużej amplitudzie jak kiedyś. Większy zakres emocji mam w „swoim piórniku”. To wielki paradoks, że żeby móc „kontrolować” emocje, trzeba najpierw się im poddać i dopuścić do siebie. W innym wypadku, to emocje kontrolują nas. Nawet jeśli nie pozwalamy sobie na ekspresję stłumionych emocji, co nam daje złudne poczucie kontroli, to stłumiony lęk czy stłumiona furia, wpływają na nasze działanie i wybory w sposób wykraczający poza nasze pojmowanie ciągów przyczynowo-skutkowych. Pojawia się paradoks „chcę, ale nie mogę, nie rozumiem czemu. Jedno chce, robię drugie. Chciałam dobrze, a wyszło inaczej.”

Praca terapeutyczna z ciałem, wyobraźnią i emocjami

Pandemia i lockdown były dla mnie bardzo silnym bodźcem do przeniesienia pracy terapeutycznej na poziom ciała, wyobraźni i emocji zamiast kręcić się w kółko na poziomie poznawczo-behawioralnym. Mam za sobą 3 lata terapii poznawczo-behawioralnej kontynuowanej później w formie terapii schematów i odniosłam ogrom korzyści z tego podejścia terapeutycznego. Jednak wszystko ma swoje limity, już więcej nie dało się zrobić mieląc ciągle w głowie przekonania i rozpoznając swoje schematy. Musiałam zmierzyć się z żywymi emocjami, które tłumiłam. Pandemia dała mi do tego potężny bodziec powiększając istniejące we mnie emocje do gargantuicznych rozmiarów, których nie dało się już ignorować :).

Niezwykłym zjawiskiem związanym z emocjami, jest to, że faktycznie tak jak pisał Aleksander Lowen w swoich książkach, tłumienie jednej emocji tłumi je wszystkie. Dopiero gdy dałam sobie przestrzeń i akceptację na lęk (wcześniej w moim świecie przekonań lęk był niedopuszczalny, bo „trzeba być silnym”, „jeśli opuszczę gardę od razu zostanę zniszczona”, „nie mogę sobie pozwolić na żadną słabość”, „nie złamiesz mnie, dam sobie radę, choćby nie wiem jak bolało”) pojawiła się przestrzeń na odczuwanie odwagi, beztroski i akceptacji rzeczywistości. Dużo w tamtym czasie myślałam na temat kręgów wpływu i starałam się przemodelować swoje myślenie w taki sposób, by skupiać się na swoim bezpośrednim kręgu wpływu i nie zamartwiać się rzeczami, które ode mnie nie zależą. Dużo mi dało wtedy też czytanie mądrości stoików – Epikteta i Marka Aureliusza.

Łamanie schematów Izolacja Społeczna i Wadliwość

Od przełomu roku bardzo intensywnie działałam w kierunku przełamywania swoich schematów Izolacji społecznej i Wadliwości. Dawniej żyłam w przekonaniu o jakiejś swojej wrodzonej skazie i gorszości, które wyniosłam ze sposobu komunikacji w moim domu rodzinnym oraz ze wstydu za wyrastanie w domu w którym jest problem z nadużywaniem alkoholu. Mam wrażenie, że dzięki głośnej książce „Wyrosnąć z DDA” coraz więcej osób przyznaje się, do wyrastania w takim domu i przestaje nosić na swoich barkach ciężar poczucia winy za to. Cieszę się z tego i sama dołączam do tego trendu otwartego i swobodnego mówienia o trudnościach przeszłości :). Wszak szacuje się, że w Polsce aż 60% rodzin jest dysfunkcyjne, nie ma więc czego zmiatać pod dywan i udawać każdy przed każdym, że przeszłość była świetlana i usłana różami, skoro większość z nas doświadczyła trunej, w jakimś aspekcie, sytuacji w domu rodzinnym.

Tak czy inaczej te schematy i przekonania na temat swojej gorszośći bardzo utrudniały mi cieszenie się z życia towarzyskiego i bycia częścią społeczności, bo wewnętrznie czułam się jakimś wyrzutkiem, z którym nikt nie chce gadać. To powodowało, że się izolowałam od ludzi i potwierdzałam tym samym swój schemat Izolacji społecznej, wpędzając się w izolację i tworząc wrażenie osoby niedostępnej.

Późna wiosna i lato 2020 to duży wysiłek włożony w przełamanie tych schematów i nawiązywanie serdecznych kontaktów z sąsiadami. Dla mamy zajmującej się małymi dziećmi, sąsiedzi również zajmujący się małymi dziećmi to naturalna i najbliższa grupa towarzyska :). Udało mi się nawiązać bliższe, koleżeńskie relacje z kilkoma osobami i stworzyć sytuację w której wzajemnie zapraszamy się na kawki. Taką właśnie miałam wizję w głowie, że tak bym chciała, by wyglądały moje relacje sąsiedzkie i cieszę się bardzo, że udało się ją urzeczywistnić.

Pamiętam, że początki wychodzenia do innych i bycia serdecznym, były dla mnie trudne. Miałam wyrzut negatywnych myśli na swój temat po każdym takim spotkaniu, po najmniejszych i najbłachszych pogaduszkach sąsiedzkich, byłam tym bardzo zmęczona i przeciążona nerwowo. Moja głowa napędzana schematami „samoistnie” nadmiernie analizowała wszystko co powiedziałam i wyszukiwała powodów do samobiczowania się wstydem i poczuciem gorszości i nieadekwatności.

Behaworalne przełamywanie schematów w praktyce

Przełamywanie schematów, poza pracą w głowie, polega też na behawioralnym, fizycznym, przełamywaniu utartych, nieadaptacyjnych, wzorców. Na przykładzie mojej drogi do serdecznych relacji towarzyskich bardzo dobrze to widać. Każde kolejne działanie wbrew schematowi, osłabiało go i budowało poczucie pewności siebie i swobody.

Praca behawioralna wbrew schematowi na konkretnym przykładzie wyglądała następująco. Wychodzę z dziećmi na spacer, widzę sąsiadkę z wózkiem, zamieniłyśmy już raz czy dwa parę zdań na placu zabaw. Schemat mówi mi „nie zagaduj, po co, pewnie nie chce ze mną gadać, nie chcę się narzucać, pójdź inną drogą, omiń ją…” pojawiają się też myśli przeciwne, płynące ze zdrowej części mnie „zagadaj ją, zapytaj jak tam synek, nie miło się poczuje jak ją tak olejesz, pomyśli, że jej nie lubisz albo że jesteś jakaś wyniosła… no idź pogadaj, przecież masz ochotę pogadać, to pogadaj”. Takie sprzeczne myśli w naturalny sposób wywołują stan napięcia i zużywają energię na boksowanie się i miotanie się w sobie. Decyduję się zaryzykować i łamać schemat. Podchodzę i zagaduję, miło sobie gawędzimy dłuższą chwilę. Schematy Izolacji społecznej i Wadliwości dostały potężnego kopa w zad. Okazuje się, że nie są prawdą. Okazuje się, że jestem mile widziana i akceptowana. Okazuje się, że jest miejsce dla mnie na tym świecie itd. Budują się nowe, adaptacyjne schematy i nowy, stabilny obraz siebie.

Gdy znajdziemy w sobie siłę i odwagę, by wystawić się raz po raz na potencjalne odrzucenie i cierpienie (tego się spodziewamy na podstawie relacji i sytuacji jakich doświadczyliśmy jako dzieci, dlatego wykształciliśmy schematy – tarcze ochronne przed wyimaginowanym cierpieniem psychicznym), schematy okazują się być iluzją, obnaża się ich przesada i absurd oraz dajemy paliwo do zasilania pozytywnych, adaptacyjnych przekonań na swój temat, na przykład w miejsce „nie mam nic ciekawego do powiedzenia” pojawia się przekonanie „miło ze mną pogawędzić”.

Stawianie czoła poczuciu winy i schematowi Podporządkowania

Ciągłe, absurdalne, niesymetryczne poczucie winy to kolejna rzecz, z którą udało mi się zmierzyć w tym roku. Gdy w połowie roku przeglądałam swoje notatki z końca roku 2019 uderzyło mnie z jak ogromnym i jak nieproporcjonanym poczuciem winy się zmagam. Codziennie, gdy kładłam spać córkę zalewał mnie ocean wręcz poczucia winy, że jestem złą matką i że nie spędziłam z nią dość dużo czasu. Próbowałam to poczucie winy mentalnie przeboksować, analizując ile faktycznie czasu z nią spędziłam. I wypisałam. Spędziłam na aktywnej zabawie i aktywnej obecności CAŁY dzień, poza czasem na zrobienie obiadu i powieszenie prania. Racjonalnie nie ma żadnych podstaw do poczucia winy, wręcz są podstawy do wręczenia sobie laurki super mamy roku, anielskiej matki-polki wyrzekającej się siebie i poświęcającej w 100% rodzicielstwu i córce.

Mimo, że rzeczywistość nie przystawała do skali moich emocji, poczucie winy było rzeczywiste, głębokie i bardzo trudne do pomieszczenia w sobie. Dopiero po czasie, gdy zobaczyłam te notatki z perspektywy czasu, zrozumiałam, że moje poczucie winy tak naprawdę należało rozumieć odwrotnie. Ja miałam poczucie winy nie dlatego, że nie poświęciłam córce za mało czasu. Ja miałam poczucie winy, że nie poświęciłam SOBIE czasu. Poczucie winy za bycie zmęczoną córką, za złość i frustrację jakie czułam i tłumiłam, że nie znalazłam ani chwili dla siebie. Jednak przez zestaw przekonań w jakim żyłam i przez schemat Podporządkowania się, nie miałam w sobie przestrzeni na akceptację dla tych emocji. Nie byłam ich świadoma, tłumiłam je. Tłumiłam też swoje potrzeby. W efekcie kończyłam dzień z bardzo przykrym bagażem stłumionych uczuć, których nie byłam w stanie w żaden sposób rozróżnić i które zlewały się w ogólne poczucie „źle się czuję ze sobą”, „jest mi ciężko”, które interpretowałam jako poczucie winy. Jedyny powód tego poczucia jaki akceptowałam, to było właśnie poświęcanie się córce i działanie w schemacie Podporządkowanie. Nie było we mnie akceptacji na to, że mogę potrzebować czasu dla siebie, że mam prawo do odpoczynku, że nie muszę służyć bliskim w każdej minucie swojego życia.

Ostateczny cios mojemu samobiczowaniu się poczuciem winy zadał mój mąż pytając po prostu „a czy możesz po prostu przestać czuć poczucie winy? Czemu to służy?”. To spowodowało zatrybienie trybików, pod kopułą zaczęło parować i zrozumiałam, że dostrzeganie błędów i chęć ich naprawy, a biczowanie się godzinami poczucie winy to dwie odrębne, niezależne i rozłączne sprawy. Napisałam na ten temat wpis: Poczucie winy matek i kobiet – z czego wynika?

Odkrywanie i uprawamacnianie swoich potrzeb

Naturalną konsekwencją tego odkrycia, było podążanie za ruchem „self-care”, edukacja na temat tego jakie człowiek ma potrzeby, odkrywanie swoich niezaspokojonych potrzeb i szukanie sposobów, by je realizować.

Podobnie jak w przypadku schematów Izolacji Społecznej i Wadliwości, tutaj też potrzebna była odwaga i ciekawość, by sprawdzić, co się stanie gdy zacznę realizować swoje potrzeby. Schemat Podporządkowania, mówił mi, że żeby zasłużyć na miłość i akceptację bliskich, muszę podporządkować ich potrzebom wszystkie moje potrzeby i wyrzec się siebie. Wobec takiego przekonania, próba realizacji własnych potrzeb, jawi się w głowie jak zamach na relacje rodzinne, odrzucenie miłości i skok w przepaść samotności i izolacji. Na szczęście szybko się okazuje, że schemat jest przerysowany, iluzoryczny i nieadaptacyjny. Rzeczywistość raz po raz akceptuje moje potrzeby, bliscy dobrze reagują na bardziej zrelaksowaną mamę. Zaczynam rozumieć, że jeśli chcę, żeby moje dzieci nauczyły się dbać o swoje granice, o swoje potrzeby – a bardzo tego chcę – to muszę im pokazywać jak JA dbam o SWOJE granice i potrzeby. Dzieci uczą się głównie przez modelowanie, czyli naśladowanie i internalizację zachowania rodziców. Jeśli chcę czegoś dla dziecka, najpierw muszę stworzyć i przyswoić to u siebie. Drogi na skróty nie ma :).

Doświadczanie radości i przyjemności

Wraz z pracą z rozluźnianiem chronicznych napięć mięśniowych, książkami Aleksandra Lowena i konfrontacj a trudnych emovji odzyskałam dostęp do odczuwania głębokiej radości i przyjemności. Emocje te były stłamszone przez tony wypartego lęku, smutku i złości. Pamiętam, że ostatni raz odczuwałam taką paletę czystych emocji w średnim dzieciństwie :). To zmiana, która mnie bardzo cieszy i wydatnie podniosła jakość mojego życia, relacji z innymi i przedewszystkim relacji z samą sobą.

Radykalna samoakceptacja

Osłabianie schematów i konfrontowanie się z trudnymi emocjami, akceptowanie i „normalizacja” przeszłości pozytywnie wpłynęły na proces samoakceptacji i podnoszenia poczucia własnej wartości.

Na wiosnę zdałam sobie sprawę ze swojego przekonania, że „ludzie mnie nie lubią” (schemat Wadliwość i Izolacja społeczna) lub wręcz, że „ludzie mnie nienawidzą”. Wraz z akceptacją takich myśli we mnie, pojawił się logiczny follow up. Skoro tak… To niech mnie chociaż nie lubią za to kim jestem, a nie za to kim nie jestem. Przymus udawania, tworzenia „siebie na nowo”, trudności w byciu sobą, szczerości i autentyczności zaczęły blaknąć i się kruszyć. I bardzo się z tego cieszę :).

Podróże, spotkania z bliskimi, pielęgnowanie ważnych relacji

Okazuje się, że mimo pandemii, udało nam się sporo pojeździć. Mimo tego, że od końca marca do maja prawie nie wychodziliśmy z domu, nadrobiliśmy to w innych miesiącach. Byliśmy na majówce kamperami z bliskimi znajomymi, kilka razy robiliśmy wycieczki w okoliczne miejscowośći z Warszawy, byliśmy w górach na jesieni oraz w zimę. Poza tym w lato dużo działkowaliśmy oraz zrobiliśmy masę spacerków w obrębie Warszawy :). W lato udało się też kilka razy odwiedzić baseny Moczydło, które dzięki ograniczeń w liczbie klientów nigdy nie były tak puste przy tak pięknej pogodzie :).

Według podsumowania roku Google Maps w 2020 roku odwiedziliśmy aż 28 miejscowści :). Nigdy bym nie pomyślała :-).